Iwona Banach, czyli o pisaniu bez moralizatorstwa – wywiad Strefa Rozmów

Tekst powstał w ramach inicjatywy Strefa Rozmów

Zdjęcia z archiwum prywatnego autorki.

Czytałam odkąd pamiętam, bajki kocham do dziś, potrafię się zapatrzyć na piękną okładkę książki dla dzieci, głaskać, wąchać, podziwiać, zwyczajnie je uwielbiam.

Bajkochłonka: Jak to się stało, że autorka takich książek jak ,,Morderstwo na śniadanie”, ,,Klątwa utopców” czy ,,Wakacje z truchłami” pisze także dla dzieci? 

Iwona Banach: Czytałam odkąd pamiętam, bajki kocham do dziś, potrafię się zapatrzyć na piękną okładkę książki dla dzieci, głaskać, wąchać, podziwiać, zwyczajnie je uwielbiam. Nienawidzę moralizatorstwa (dzieci też tego nie lubią) ale uważam, że wychowanie to ważna sprawa, tak więc chciałabym aby dzieci miały piękne, zabawne baki, które trochę objaśniają świat, porządkują go, ale nie pozbawiają magii.

Bajkochłonka: Skąd wzięła się w Pani potrzeba pisania?

Iwona Banach: Najprawdopodobniej z czytania, ale u mnie najpierw była potrzeba tłumaczenia, zawsze chciałam właśnie książki tłumaczyć stąd moje studia językowe (francuski, włoski), ale tłumacz jakoś tam zawsze, albo prawie zawsze idzie potem w pisanie. Szczególnie jeżeli zajmuje się tymi językami.

Bajkochłonka: Pani książki to katalizatory śmiechu. Czy poczucie humoru w literaturze jest lekiem na całe zło?

Iwona Banach: Podobno ludzie, którzy wywołują śmiech u innych są często najsmutniejsi i tak, ja zwyczajnie jestem hipochondryczną katastrofistką, więc wiem jak bardzo ważny jest śmiech i chcę go ludziom dać (a uważam, że dziecko też i to zdecydowanie człowiek). Dzieci mają swoje kłopoty, niedoceniane przez dorosłych. Ucieczka w dobrą lekturę pomaga na wiele z nich, choć nie na wszystkie.

Świat nie pięknieje i nie chodzi mi o subiektywne stwierdzenie, że kiedyś było lepiej, bo nie było, ale o to, że trzeba mieć, oprócz tego świata na zewnątrz jeszcze jakiś „przyjazny” świat w sobie.

Bajkochłonka: A może w ogóle literatura to coś, do czego dobrze uciec?

Iwona Banach: Pewne aspekty naszego życia bywają okrutne. Nic nie można na to poradzić. Świat nie pięknieje i nie chodzi mi o subiektywne stwierdzenie, że kiedyś było lepiej, bo nie było, ale o to, że trzeba mieć, oprócz tego świata na zewnątrz jeszcze jakiś „przyjazny” świat w sobie. Jakieś marzenia, własne opowieści na dobranoc, jakichś przyjaciół z drugiej strony królestwa fantazji, bo wtedy łatwiej żyć w tym naszym świecie i można się w nim schować, kiedy nocą zaczynają nachodzić nas złe myśli. Jeżeli ktoś uważa, że dzieci nie mają takich problemów nie ma racji, wiem, że mają. Sama osobiście byłam kiedyś dzieckiem.

Bajkochłonka: Czy Święta to Pani ulubiony czas w ciągu roku?

Iwona Banach: Na pewno ważny, na pewno trudny, bo zaraz potem i moja mama i ja mamy urodziny, a urodziny w pewnym wieku cieszą średnio, ale lubimy choinkę, bombki, światełka i spacery wieczorami, żeby podglądać wystawy i balkony, oraz okna rozświetlone choinkami. Jednak odkąd święta wraz z reklamami zaczynają się w listopadzie zgrzytam wszystkim co się da, bo to psuje radość.

Bajkochłonka: W jaki sposób zrodził się pomysł na ,,Kosmitka”?

Iwona Banach: To było  szaleństwo, moja córka ma autyzm i podchodzi do wielu spraw w nieoczywisty sposób, jest kopalną genialnych pomysłów, więc ona mi go poddała, a ja nie chciałam kolejnej lukrowanej bajki, ale czegoś trochę innego więc to rozwinęłam.

U mnie stwierdzenie „jesteś kosmitą” to komplement!

Bajkochłonka: Pewnie wierzy Pani w kosmitów? Może niekoniecznie takich z odległych planet?

Iwona Banach: Ja uwielbiam kosmitów, wierzę w nich bezgranicznie, choć nie jestem miłośniczką teorii spiskowych i kosmitów jako morderczych istot z kosmosu, my jako ludzie jesteśmy tak morderczy, że nikt nam nie dorówna. U mnie stwierdzenie „jesteś kosmitą” to komplement!

Bajkochłonka: W ,,Kosmitku” babcia Gnatka, Linki i Miluni to kobieta niezwykle zagadkowa. Czy Pani także miała taką babcię?

Iwona Banach:  Tak, ale moja babcia zanurzona była jeszcze w obu wojnach światowych i nie miała jakby siły opowiadać bajek, opowiadała inne rzeczy, ale nie bardzo słuchałam. Dzięki mojej postawie trochę wiedzy o rodzinie przepadło, a szkoda.

Bajkochłonka: Skąd Pani pochodzi?

Iwona Banach: Urodziłam się w Bolesławcu na Dolnym Śląsku, potem dokonałam zdrady i zamieszkałam na Lubelszczyźnie, skąd nomen omen pochodziła moja mama, a potem wróciłam znów do mojego magicznego miasta. Można o Bolesławcu powiedzieć wiele, że mały, że zaściankowy, że propaguje ciapki i stempelki (ceramika), ale jest w jakiś sposób magiczny.

Bajkochłonka: Przeczytałam, że mówi Pani o sobie, że stroni także od ekonomii i motoryzacji. Skąd taka niechęć do tych zagadnień?

Iwona Banach: Podejrzewam, że tylko dlatego, że ich nie rozumiem. Ekonomia to wiedza, która potrafi wiele, ale tam są wzory, cyferki i takie różne matematyczne rzeczy, które mnie nie kochają. A na poważnie, dla mnie to wiedza tajemna. Motoryzacja to coś czego unikam celowo! Z moimi pomysłami, zamyśleniami, zagapianiem, nieumiejętnością szacowania odległości nigdy nie zrobiłam prawa jazdy i spora grupa pieszych, których nie potrąciłam powinna mi być za to wdzięczna.

Bajkochłonka: Pisała Pani także, że lubi gotować. Jakie potrawy muszą się znaleźć u Pani na świątecznym stole?

Iwona Banach: Lubię wszystkiego spróbować, tak że z jednej strony wszystkie dania (ale nie słodkie, bo jakoś nie przepadamy), wszelkie ryby, wszystko co ma płetwy, wąsy, szczypce i ogony, i o ile jest w pobliżu w sklepie, ale ponieważ nie ma skupiam się na tradycji, ale dokładam sporą dawkę ostrego chili i sosu Sriracha oraz własnoręcznie tartego chrzanu.

Bajkochłonka: Czy ma Pani jakieś szczególnie miłe wspomnienie z okresu świąt jako dziecko? 

Iwona Banach: Były to czasy, kiedy zdobycie zabawki nie było łatwe, a ja jako dziewczynka dostałam misia. Był miękki i nazwałam go Yogi. Niestety brat, który dostał coś „męskiego”, nocą mi go wykradał. Bitwy nocne o misia… Tak, to było to.

Uwielbiam pisać książki dla dzieci, nawet nie wiem czemu, ale bardziej lubię je pisać niż te dorosłe.

Bajkochłonka: Czy planuje Pani napisać jeszcze jakąś książkę dla dzieci?

Iwona Banach: O tak, nawet w tym roku będzie jeszcze pięć dziecinnych audiobooków idących trochę bardziej w fantasy, ale bez masakry i makabry. Będzie też trzecia część ,,Gnomona” w przyszłym roku. Uwielbiam pisać książki dla dzieci, nawet nie wiem czemu, ale bardziej lubię je pisać niż te dorosłe. Dają więcej swobody, choć nie można w nich kląć.

Bajkochłonka: Co jest ważnego, kiedy pisze się dla najmłodszych?

Iwona Banach: Nie moralizować, pokazać, że na wszystko można, a czasami trzeba spojrzeć od innej strony – to właśnie robi Kosmitek. My widzimy już tylko otoczkę, choinkę, bombki, reklamy, ale jak spojrzeć inaczej to widać więcej, inaczej. To tak jak ze słowami: mają znaczenie, ale też można się nimi bawić. Angielskie „dragonfly” to ważka, ale jak się przyjrzeć to znajdziemy tam smoczą muchę, smoka i latanie, i muchę, a przecież to tylko jedno słowo.

Bajkochłonka: Co czytała Pani jako dziecko?

Iwona Banach: Wszystko. I stety i niestety, to znaczy dosłownie wszystko. Mama była kierowniczką księgarni, a ja byłam zapisana do trzech bibliotek plus szkolna, choć jak pani w bibliotece dała mi, dziesięciolatce ,,Gargantuę i Pantagruela”, to trochę miałam z tym problem.

Bajkochłonka: Czy teraz jest trudniej być dzieckiem, niż kiedyś?

Iwona Banach: Myślę, że tak, bo nie ma już strefy bezpieczeństwa, ona przestała istnieć, kiedyś to był dom, choć też nie zawsze, ale teraz nie ma miejsca, gdzie rzeczywistość nas nie dopada, i nie chodzi tylko o hejt, ale o tworzenie własnego „ja”. Internet dyktuje nam wszystko, mówi co  myśleć, co  robić, co  mówić, żeby być lubianym, bo takie lubienie jest teraz wartością i to wykańcza. Odbiera indywidualizm. I wdziera się do najintymniejszych zakątków duszy. Nie ma przed nim ucieczki. Ja kocham internet, ale nie jest to ślepa miłość.

Bajkochłonka: Gdyby mogła Pani poprosić Świętego Mikołaja o jedną rzecz, co by to było?

Iwona Banach: Jeżeli to by było możliwe, to odrobinę wiary w siebie, bo tego zdecydowanie mi brakuje, ale to akurat niestety nie zależy od Mikołaja.

Moje recenzja książki Iwony Banach:

Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego

Zrealizowano w ramach stypendium Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego

Sprawdź najnowsze recenzje, tutaj: bajkochlonka.pl

Poprzedni wpis
Opowiem ci, mamo, o kolorach – recenzja książki dla dzieci
Następny wpis
Puste miejsce po zajączku – książka dla dzieci o stracie
Tags: blog książkowy, dla tych którzy kochają książki, Iwona Banach, Kosmitek, książki dla dzieci, rozmowa o książkach, rozmowa z autorem, Strefa Rozmów, wywiad z autorką

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Wypełnij to pole
Wypełnij to pole
Proszę wpisać prawidłowy adres e-mail.

Moja autorska książka

Pisz recenzje z Bajkochłonką!

Moja autorska książka

Pisz recenzje z Bajkochłonką!

O BAJKOCHŁONCE

Julita Pasikowska-Klica

Moja miłość do książek zrodziła się zanim jeszcze nauczyłam się czytać. Zapach świeżego druku
i szeleszczące kartki pełne przygód były dla mnie tajemnicą, którą chciałam jak najszybciej odkryć.

Na co dzień sięgam po różne tytuły, ale to właśnie bajki mają w mojej biblioteczce miejsce szczególne.

Możesz dowiedzieć się więcej klikając w zakładkę o mnie!

Zapisz się do newslettera Bajkochłonki!

Moja autorska książka

Pisz recenzje z Bajkochłonką!

Losowa recenzja