5 pytań do… Adama Skrodzkiego, czyli kto jest po drugiej stronie książki?

5 pytań do… Adama Skrodzkiego, czyli kto jest po drugiej stronie książki?

 

Ruszam z nowym cyklem – 5 pytań do twórców literatury dziecięcej! Będę przepytywać autorów, ilustratorów, tłumaczy, a nawet wydawców ze swoich projektów, przyszłych pomysłów i prywatnych księgozbiorów. Mam nadzieję, że odpowiedzi jeszcze bardziej wciągną Was w wir książkowych opowieści!

 

Na pierwszy ogień 5 pytań do Adama Skrodzkiego, który ostatnio debiutował książką ,,Brygada Brawurowych Kur”. Recenzję do niej znajdziecie tutaj: https://bajkochlonka.pl/2020/06/15/brygada-brawurowych-kur-recenzja-premierowa/

 

 

1. Jak zrodził się pomysł stworzenia książki o Brygadzie Brawurowych Kur?

Jeśli wychodzisz rano po bułki i wracasz bez tematu na powieść, to na pisarza się nie nadajesz. Kiedyś traktowałem to zdanie jako kolejny chwytliwy slogan, lecz dziś podpisuję się pod nim obiema rękami. Przemierzając pewną górską wioskę zatrzymałem się właśnie przy stadzie kur. To niemożliwe, by one tak tylko dziobały i dziobały – pomyślałem – muszą mieć jakieś drugie życie. Ale jakie? Podglądać kur zamiaru nie miałem, pozostało mi więc podejść do zagadnienia zgodnie z wyuczonym zawodem, a z wykształcenia jestem logistykiem. Aby więc kury mogły żyć wśród ludzi, musiały w pierwszej kolejności zalegalizować swój pobyt w mieście. Kury nie zamierzały bowiem niczego narzucać siłą, ani żyć poza prawem – przeciwnie, pragnęły pokojowej koegzystencji z ludźmi. Bo Brygada Brawurowych Kur – mimo dynamicznej akcji – to opowieść właśnie o (nie)tolerancji, odmienności i marzeniach na pierwszy rzut oka nierealnych. Kury zaplanowały swoje życie wśród ludzi w każdym szczególe; postanowiły wyrobić sobie dowody osobiste, uczciwie pracować i uczynić miasto lepszym, lecz nie przewidziały ludzkiej zawiści, która przetrąciła ich marzenia.

 

2. W jakim prawdziwym mieście mogłaby mieć miejsce jej akcja i dlaczego?

W każdym! I to pod każdą szerokością geograficzną. Ale najbardziej zależało mi na uchwyceniu klimatu znanego większości z nas, czyli szarych niegdyś – a pastelowych dziś – bloków, nieprzyjaznych urzędów, czy osobników pokroju Bernarda Waty. Poza tym Brygada osiągnęła już pełną zdolność operacyjną, a to oznacza, że może pojawić się dosłownie wszędzie – bądźcie czujni!

 

3. Czy Brygada Brawurowych Kur była inspirowana Pingwinami z Madagaskaru? Czy był jakiś inny film lub książka, którego ducha chciał Pan uchwycić?

Gdy pisałem tom pierwszy, nie wiedziałem nawet o istnieniu Pingwinów z Madagaskaru. Dopiero przed tomem drugim i trzecim (które powstawały równolegle), ktoś porównał BBK do Pingwinów, przez co musiałem nadrobić zaległości. Pochłonąłem kilkanaście odcinków naraz – niektóre były fenomenalne, inne boleśnie wtórne – ale cała seria zasłużenie cieszy się sławą. Stąd też w kolejnych tomach może być widocznych więcej podobieństw (bo to cenna nauka była), choć książka nie może – i nie powinna(!) – ścigać się z animacją. Dlatego każde porównanie do Pingwinów uznam za komplement, choć nie ma mowy o „pingwinizacji” Brygady. Nie widzę też różnicy między humorem dla dzieci i dorosłych, dlatego ojcami chrzestnymi BBK można uznać Bułhakowa i Gogola. Ich odległość od współczesnej dziecięcej przygodówki jest tylko pozorna.

 

4. Jak się Pan czuje po debiucie? Czy wydanie pierwszej książki motywuje do tworzenia kolejnych?

Chyba to wszystko jeszcze do mnie nie dotarło, więc na razie podchodzę do wszystkiego na chłodno. I zamiast świętować, dopiero teraz widzę ile jeszcze pracy mnie czeka. Najlepiej byłoby pójść za ciosem, ale pisanie wymaga pokory, gdyż nie wszystko wychodzi tak, jak byśmy tego chcieli. Szuflada jest pełna rozmaitych projektów, od współczesnego romansu, po dreszczowiec o tragedii na Przełęczy Diatłowa, ale to raczej marzenia niż konkretne zapowiedzi, zwłaszcza, że teraz najważniejsza jest Brygada.

 

5. Jaka jest Pana ulubiona książka dla dzieci/młodzieży i dlaczego akurat ta?

Sam chciałbym to wiedzieć. Próbowałem sobie przypomnieć swoją czytelniczą młodość, lecz dosłownie żaden tytuł nie zapadł mi w pamięci. A czytałem dużo; chyba w piątej klasie polonistka kazała nam przynieść deklarację z biblioteki o ilości wypożyczanych rocznie książek. Gdy – aby nie liczyć ręcznie – powiedziałem czterdzieści, jedna z bibliotekarek uniosła się, że to niemożliwe, na co druga odparła: Ale on tyle czyta… albo lepiej. Mógłbym oczywiście wymienić kilka tytułów, które musiały przejść przez moje ręce, ale skoro nie wiążą się z nimi wspomnienia, to chyba nie o to chodzi. No, może Doktor Dolittle i Baltazar Gąbka nie mogą zostać pominięci. I – właśnie sobie przypomniałem – baśnie Andersena, w dużym, pięknym wydaniu.

 

Tutaj recenzja: https://bajkochlonka.pl/2020/06/15/brygada-brawurowych-kur-recenzja-premierowa/

Podziel się
Bajkochłonka
No Comments

Post a Comment