Babcocha – recenzja

Babcocha – recenzja

Tytuł: ,,Babcocha

Autor: Justyna Bednarek

Ilustracje: Daniel de Latour

Wydawnictwo: Poradnia K

Rok wydania: 2018

Objętość:  więcej niż sto

Dla kogo: dla najmłodszych

Ocena ogólna:  wybitna

 

Recenzja:

Wyobraźcie sobie, że gdzieś na świecie jest Babcocha, postać heroiczna, która pojawia się dokładnie tam, gdzie jest akurat potrzebna.

 

 

 

 

Wymyśliła ją Justyna Bednarek, fantastyczna polska pisarka, ale jestem przekonana, że musiała się inspirować wiejskimi babciami, których to cechy odnajduję w tej bezbłędnej postaci.

 

,,Babcocha” to książka zbudowana z 54., króciusieńkich rozdziałów. Została oprawiona w cudowną okładkę, która wygląda jakby była ręcznie wyszywana (za każdym razem jak na nią patrzę, to się nabieram, aż muszę dotknąć, żeby mogło się okazać, że to tylko druk!). Zasługi względem oprawy należą się dla Marysi de Latour, córki Daniela de Latour, ilustratora. A jego ilustracji, których styl można w księgarni rozpoznać na odległość, jest w książce co niemiara. Jak widzę pozycję z jego pracami, to biorę w ciemno, bo wiem, że to będzie coś niezwykłego.

 

 

 

 

Tak samo ma się sprawa z ,,Babcochą”, ale ten tytuł to także coś więcej. W książce sporo jest nawiązań do polskiej wsi, trochę do mitologii słowiańskiej, niemało do czasów współczesnych i obecnej kultury. ,,Babcocha” pełna jest genialnego humoru, inteligentnie poprowadzonych dialogów, cudownej narracji. Można się przy niej i śmiać i płakać. Ma zadatki na dzieło wielopokoleniowe, które współczesne dzieci będą za dziesiątki lat wspominać ze łzą wzruszenia!

 

Dzieci powinny Babcochę pokochać od pierwszej strony. To postać, która zawsze stoi po ich stronie, która czaruje tylko w słusznej sprawie, która jest wyrozumiała, ale jak trzeba to i da popalić. Która przeciwna jest narzekaniom (narzekaczy przemienia w wiatraki, ale tylko na chwilę), która uczy, że nie powinno się śmiecić, trzeba szanować zwierzęta oraz opiekować się i kochać bezgranicznie swoje dzieci.

 

 

 

 

,,Babcocha” to książka w której dużo jest naszych rodzimych, polskich elementów. Często przewija się Gałczyński, czy z nazwiska czy przez ,,półgłówek podksiężycowy”, nazwę, którą wymyślił i zastosował w swoim wierszu. Sklepikarz w oczach Daniela de Latoura wygląda jak Don Pedro Szpieg z Krainy Deszczowców. Z kolei ,,sok malinowy” to obrazek smutny, ale typowy dla wielu polskich wsi, tutaj ocenzurowany na potrzeby dziecięcej percepcji.

 

 

 

Trzeba jednak ,,Babcochę” przeczytać. Po jej lekturze można się poczuć lepszym i fajniejszym. Czuję, że Babcocha dała mi siłę, jakby istniała naprawdę. Głęboko wierzę, że Was także zaczaruje, tylko musicie pozwolić dać się jej odwiedzić. Nieważne gdzie mieszkacie czy w Grajdołku czy Krzywym, Końskim, a może w Dydni.

 

Link do strony wydawnictwa: http://sklep.poradniak.pl/babcocha-justyna-bednarek-i-daniel-de-latour

 

 

Podziel się
Bajkochłonka

Post a Comment