Misja Sowy. Tosia, Franek i sekrety filozofii – recenzja

Tytuł: Misja Sowy. Tosia, Franek i sekrety filozofii
Autor: Tomasz Stawiszyński
Ilustracje: Tomek Kozłowski
Wydawnictwo: Słowne Młode
Rok wydania: 2022

Objętość: więcej niż sto

Myślałam, że książki o tym, jak technologia pożera nasze marzenia (a my stajemy się jej niemymi wyznawcami) trafiły już do lamusa. Okazało się jednak, że nie miałam racji. Na 1 czerwca zapowiadana jest nowa książka Tomasza Stawiszyńskiego z ilustracjami Tomasza Kozłowskiego, która już w tytule obiecuje czytelnikom misję oraz ujawnienie filozoficznych sekretów. Czego finalnie możemy się po niej spodziewać?

OD CZEGO WSZYSTKO SIĘ ZACZĘŁO

Głównymi bohaterami książki ,,Misja Sowy. Tosia, Franek i sekrety filozofii” jest tytułowe rodzeństwo. 10-letnia dziewczynka oraz 8-letni chłopiec przyjeżdżają z rodzicami do galerii handlowej, żeby kupić sobie nowe buty. Nagle tracą jednak dorosłych z pola widzenia i przez dłuższy czas nie mogą ich znaleźć. Wtedy dostrzegają pewne nietypowe zjawiska – ludzie zachowują się jakby byli w transie, a niedaleko nich wyrasta sklep z szyldem ,,Bardzo Dziwny Sklep”. To bardzo intrygujący początek, z którym mogłoby utożsamić się wielu młodych czytelników.

 

POWODY DLA KTÓRYCH CZYTAJĄCYCH JEST CORAZ MNIEJ

Niestety mój odbiór dalszych stron ,,Misji Sowy” nie jest już tak entuzjastyczny. Co najbardziej rzuciło mi się w oczy – jest w niej bardzo dużo generalizowania. Autor wychodzi do czytelnika z tezą, że:

(…) kiedy człowiek patrzy w tablet albo telefon komórkowy, nie ma czasu na nic innego. Nie bawi się, nie je, nie śpi, nie uprawia sportu, nie spotyka się z innymi, nie poświęca im czasu, bo w ogóle tego czasu nie ma… (…) 

Tomasz Stawiszyński, Misja Sowy. Tosia, Franek i sekrety filozofii, str. 39

Głównym antagonistą książki jest bowiem telefon komórkowy. I choć w kilku jej momentach pojawia się informacja, że smartfony to czasami także przydatne dla ludzkości urządzenia, to jednak zarówno zakończenie jak i narracja wskazują, jakby to elektronika była powodem całego zła na świecie.

DLACZEGO NAPRAWDĘ CZYTA SIĘ MNIEJ KSIĄŻEK (A RACZEJ MAŁO, BO NIGDY PRZECIEŻ STATYSTYKI NIE BYŁY ZADAWALAJĄCE)

Powodem, dla którego dzieci nie czytają, nie są wcale ich nieczytający rodzice (którzy wychowywali się przecież w czasach na długo przed telefonami komórkowymi). Powodem, moi mili, jest TECHNOLOGIA (tak twierdzi autor książki)! Technologia, która pożera nasz czas i robi z ludzi introwertyków. 

Trudno nie zgodzić się z tym, że dzieci (ale i dorośli) powinni mniej czasu spędzać wpatrując się w ekrany telefonów. Jednak ,,Misja Sowy” wcale nie uczy jak mądrze korzystać ze smartfona (chociaż może powinna robić to szkoła, w miejsce zabraniania uczniom używania nowoczesnych technologii). 

Książka po prostu wychodzi z założenia, że najlepszą receptą na tę sytuację jest zupełne… pozbycie się problemu! Tak jakby chwilowe odebranie ludziom telefonów, całkowicie zmieniło ich nawyki i naprawiło świat.

W POSZUKIWANIU FILOZOFII

,,Misja Sowy. Tosia, Franek i sekrety filozofii” ma również w tytule ,,filozofię”. Jako, że część mojego życia była związana z tą zacną dziedziną, czułam się bardzo podekscytowana tą stroną książki. Finalnie jednak podczas czytania, miałam wrażenie jakbym… znalazła się na kazaniu. 

Do książki wybrano bardzo ważne tematy, m.in.:

  • konsumpcjonizm, 
  • przebodźcowanie,
  • potrzeba umiaru,
  • wszechobecność elektroniki,
  • tolerancja.

A to raptem kilka z całego pakietu ,,ważnych zagadnień”, które z jakiegoś powodu postanowiono trochę na siłę tutaj zmieścić. Narracja, która co kilkanaście sekund poucza czytelnika i daje mu wykład jak wygląda świat oraz jak powinno się go czytać nie jest niczym przyjemnym zarówno dla dorosłych jak i nastolatków. 

Te wtrącenia nie są mocno osadzone w akcji. Swoją drogą mam wrażenie, jakby cała fabuła opierała się na zasadach deus ex machina – brakuje jej logiki oraz konstrukcji. Stawkę poznajemy dopiero mniej więcej w połowie książki.

Poległam także na poszukiwaniu tutaj samej filozofii. Moim zdaniem ogranicza się ona do szczątkowego wspomnienia o Arystotelesie (który – ciekawostka, w swojej szkole zabraniał uczniom mówić), oraz Sokratesie (który z kolei został otruty, bo podczas swojego życia i nieustannego gadania narobił sobie wielu wrogów). 

Zabawne również, że pod postacią jednego z bohaterów ukryto postać filozofa Bertranda Russella (a wiem to tylko z tego powodu, że to nazwisko pada w książce wprost), słynącego ze swoich teorii logicznych i który, co ciekawe – przyczynił się do stworzenia współczesnych języków programowania (tych samych, które wykorzystuje się także w smartfonach)!

TELEFONY, KTÓRE WYSYSAJĄ MARZENIA

Dużo już mówiliśmy o tym, że smartfony i tablety pożerają czas. Ale robią także coś jeszcze gorszego – wysysają z ludzi sny i marzenia. Sprawiają niepostrzeżenie, że ludzie przestają się interesować wszystkim, co nie znajduje się na wyświetlaczu telefonu. Przestają myśleć, rozumieć i czuć.

Tomasz Stawiszyński, Misja sowy. Tosia, Franek i sekrety filozofii, str. 65

Nawet po przeczytaniu książki nie rozumiem, dlaczego telefony miałyby wysysać marzenia z ludzi? Co ma jedno wspólnego z drugim? Przecież w internecie można znaleźć mnóstwo interesujących i inspirujących treści. Wiele osób czyta ebooki na swoich telefonach. 

Co gorsza, dzieciaki w książce dostają swego rodzaju ultimatum – albo przeczytają setki książek i uwolnią swoich rodziców, albo nigdy więcej ich nie zobaczą. Nie jest to napisane wprost, ale tak w skrócie można odczytywać intencje bohaterki Sowy (myślę, że po tej recenzji będzie dla mnie Panią Sową).

Moim zdaniem, nie jest to dobry sposób na przekonanie dzieci do czytania książek – przymus to najgorszy rodzaj edukacji. Chociaż idea szerzenia miłości do literatury oraz wspieranie potrzeby czytania jest bardzo ważna i godna pochwały, to – niestety – mogę śmiało stwierdzić, że po ,,Misji Sowy”… przechodzę na stronę książkowego Wielkiego Tabletona.

Dużo tutaj nieporozumień, niezrozumiałej akcji oraz przede wszystkim – błędnego założenia, że oczerniając technologię, pokażemy dzieciom jak wspaniałe jest czytanie. Nie tędy droga, panie autorze.

Link do strony Wydawnictwa: https://www.slowne.pl/ksiazki/dla-dzieci/


Poprzedni wpis
Baśniowa gospoda – recenzja gry dla dzieci
Następny wpis
Tuba i Patefon. Detektywi na wakacjach – recenzja książki dla dzieci
Tags: , , , , , , , , , , ,

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Wypełnij to pole
Wypełnij to pole
Proszę wprowadzić prawidłowy adres e-mail.

O BAJKOCHŁONCE

Julita Pasikowska-Klica

Moja miłość do książek zrodziła się zanim jeszcze nauczyłam się czytać. Zapach świeżego druku
i szeleszczące kartki pełne przygód, były dla mnie tajemnicą, którą chciałam jak najszybciej odkryć.

Na co dzień sięgam po różne tytuły, ale to właśnie bajki mają w mojej biblioteczce miejsce szczególne.

Możesz dowiedzieć się więcej klikając w zakładkę o mnie!

Moja autorska książka

Pisz recenzje z Bajkochłonką!

Losowa recenzja