Smok i myszka – recenzja

Smok i myszka – recenzja

 

 

Tytuł: ,,Smok i myszka

Autor: Marco Furlotti

Ilustracje:  Marco Furlotti

Tłumaczenie: Ksenia Zawanowska

Wydawnictwo: Olesiejuk

Rok wydania: 2017

Objętość: chudzina

Dla kogo: dla najmłodszych 

Ocena ogólna: bardzo przyjemna

 

Recenzja:

Każdy raczej wie, że smoki jeśli są, to są naprawdę duże. Przynajmniej w świecie bajek i fantazji widuje się je zdecydowanie częściej w gigantycznych rozmiarach, niż jako małe, podobne owadom stworzenia.

 

Może to być dobry trop, który wskazywałby dlaczego ,,Smok i myszka” Marco Furlottiego jest aż tak dużych rozmiarów! Mam wrażenie, że Wydawnictwo Olesiejuk lubuje się w książkach, które zajmują pół biurka. Zupełnie się jednak temu nie dziwię. Dzieci uwielbiają duże ilustracje i pozycje prawie tak wysokie, jak one same. Mogą z powodzeniem się za nimi schować i oddać się przyjemności czytania lub oglądania.

 

 

 

 

,,Smok i myszka” może być takich rozmiarów z jeszcze jednego powodu. Główną bohaterką tej bajki jest w rzeczywistości mysz, która na większości ilustracji jest prawie naturalnych rozmiarów. Poza tym na dużych stronach lepiej widać dysproporcje pomiędzy dwojgiem postaci. Dlaczego to takie ważne? Już tłumaczę.

 

Tytułowa myszka jest wielką fanką podniebnym wojaży. Uwielbia latać, a już niedługo zbliża się Wielki Konkurs Lotów. Mała bohaterka bardzo chciałaby w nim wystartować i zgarnąć główną nagrodę, którym jest piękny puchar.

 

Myszka ma jednak niezwykłe aspiracje. Chce wystartować w tym konkursie na grzbiecie prawdziwego smoka! Jest to jej wielkim marzeniem, ponieważ uwielbia czytać baśnie z tymi stworzeniami w roli głównej.

 

Przygotowuje sprytny plan, za którego pomocą udaje się jej sprowadzić smoka w pobliże jej domu. Proces oswajania kończy się powodzeniem za sprawą malinowej konfitury.

 

Kiedy jednak mysz dosiada smoka i wspólnie odbywają próbny lot, okazuje się, że to wcale nie jest prosta sztuka. Trzeba wiele ćwiczeń, żeby zgrać się w tym samym momencie i nie wpaść z impetem do jeziora.

 

Jednak w dzień wyścigu, dzięki nieocenionej pomocy poziomek, wszystko się udaje! Mysz oraz smok docierają na metę jako pierwsi i wygrywają wielki Puchar Dolin.

Książka kończy się happy endem zarówno dla malutkiego bohaterka, jak i jej dużego pomocnika, który zostaje obsypany niezliczoną ilością ulubionych malin.

 

 

 

 

,,Smok i myszka” oprócz oczywiście wątku związanego z niepoddawaniem się, sportową rywalizacją, walką o swoje marzenia (które na pierwszy rzut oka wydają się niemożliwe do zrealizowania) oraz odwagą i nieograniczoną niczym wyobraźnią, ma także jeszcze jeden atut.

 

Autor zbudował tę historię na zasadzie odliczania. Czytamy na przykład, że konkurs zaczyna się za 3 tygodnie. Z każdą stroną ten czas się kurczy. Za chwilę zostaje już tylko tydzień, później 3 dni, dwa i w końcu jeden. Taki zabieg wzmacnia dodatkowo napięcie oraz przede wszystkim pokazuje upływ czasu i uczy dziecko rozumieć czym jest wyznaczona lub zbliżająca się data.

 

Dzięki tej książce można np. pobawić się w ustalenie, że za 3 tygodnie pojedziemy do wesołego miasteczka i wspólnie odliczać do dnia wycieczki. W ten sposób dziecko uczy się nie tylko operowania datami, ale także cierpliwości.

 

,,Smok i myszka” to robiąca duże wrażenie bajka dla dzieci powyżej 2-ego roku życia. Przyjemne w odbiorze ilustracje mają duże szanse, na zostanie tymi ulubionymi dla malucha. Polecam ją nie tylko miłośnikom smoków, myszy i dżemów malinowych 😉

 

Link do strony wydawnictwa: http://www.wydawnictwoolesiejuk.pl/katalog/541051/

 

 

Podziel się
Bajkochłonka

Post a Comment