Chciałem pobyć w tym świecie trochę dłużej – rozmowa z Grzegorzem Wacławkiem

Pisanie książki było bardzo uwalniające w porównaniu z filmem. Film ma mnóstwo ograniczeń.

Julita Pasikowska-Klica (Bajkochłonka):
Jesteś współautorem książki Chłopiec na Krańcach Świata. Przebudzenie, jak i współreżyserem filmu Chłopiec na Krańcach Świata. Fabularnie to jednak książka poprzedza film. 

Grzegorz Wacławek (Animoon):
Tak, choć książkę i film można poznawać niezależnie. Można najpierw obejrzeć film, potem przeczytać książkę, albo odwrotnie. Tak skonstruowaliśmy również kolejne części (zaplanowane jeszcze do końca 2026 roku). Nie trzeba czytać ich w ścisłej kolejności, żeby mieć pełen obraz świata i rozumieć, o co w nim chodzi.

Julita Pasikowska-Klica (Bajkochłonka):
To dość ciekawa sytuacja, bo nieczęsto zdarza się, żeby najpierw powstał film, a potem książka. Oczywiście znamy takie przypadki, choćby Labirynt Fauna, ale tam sytuacja była trochę inna, bo chodziło właściwie o tę samą historię.

© Animoon, na zdjęciu: Grzegorz Wacławek (producent, reżyser, scenarzysta), Marta Szymańska (reżyserka), Kinga Krzemińska (scenarzystka)

Grzegorz Wacławek (Animoon):
U nas wyszło to bardzo naturalnie, nie było zaplanowane od początku. Powodów napisania książek było kilka, ale jednym z głównych były spotkania z dziećmi. Film pokazywaliśmy już od 2025 roku, m.in. na festiwalach i podczas pokazów dla młodych widzów. Dzieci pytały, czy będzie druga część.

W mojej głowie od razu pojawiała się wizja kolejnych dziewięciu lat pracy nad filmem i myślałem sobie: „No nie, chyba jednak nie”. Ale równocześnie zacząłem się zastanawiać, co mogłoby się wydarzyć w fabule później albo wcześniej. Stąd w dużej mierze przyszedł pomysł na książkę.

Szybko pomyślałem też, że jedna książka to może być za mało. Fajnie byłoby pobyć w tym świecie trochę dłużej. Od początku założyłem więc, że napiszemy trzy książki. Mówię „napiszemy”, bo wiedziałem, że będę pracował nad nimi z kimś jeszcze. Najpierw wymyśliłem ogólny kierunek, a później dołączył do mnie Mateusz Marczewski.

Pisanie książki było bardzo uwalniające w porównaniu z filmem. Film ma mnóstwo ograniczeń. Pisząc scenariusz, musiałem cały czas myśleć, żeby nie było zbyt wielu scen zbiorowych, zbyt skomplikowanych lokacji, zbyt dużej liczby bohaterów. To wszystko generuje koszty. A ponieważ jestem również producentem, od razu myślę o tym, jak coś zrealizować.

Przy książce tego nie ma. Można płynąć w stronę, w którą chce się płynąć – oczywiście pamiętając o własnych założeniach i przemyśleniach. Ale ta swoboda jest zupełnie inna.

Julita Pasikowska-Klica (Bajkochłonka):
Wspomniałeś o trzech książkach. Czyli rzeczywiście powstanie trylogia?

Grzegorz Wacławek (Animoon):
Tak. Napisaliśmy już drugą książkę, która jest przygotowywana do druku, a teraz pracujemy z Mateuszem nad trzecią. Będą więc trzy części. W międzyczasie wymyśliliśmy też Klub Listów na Krańcu Świata. Założenie jest takie, że Omul cały czas przeżywa różne historie i prowadzi pamiętnik, a dzieci mogą otrzymywać listy z tego pamiętnika w formie małych przygód.

Pomysłów na kolejne rzeczy jest więcej, ale to, czy będą powstawały następne części, zależy od zainteresowania czytelników. Na razie robimy trzy książki. Druga ma ukazać się we wrześniu, a trzecia na Święta w grudniu.

Julita Pasikowska-Klica (Bajkochłonka):
Druga książka będzie historią znaną z filmu czy czymś zupełnie innym?

Grzegorz Wacławek (Animoon):
Każda historia jest inna, choć wszystkie należą do tego samego uniwersum. Pojawiają się ci sami bohaterowie, czasem dochodzą nowi, ale trzon pozostaje podobny. Mamy Omula, Mikro, Kimi i świat, w którym rozgrywają się ich przygody.

Druga część nosi tytuł Kamień Wody i jej akcja dzieje się po filmie. Jeśli ułożyć to chronologicznie, najpierw jest Przebudzenie, potem film, a później Kamień Wody. Ale to jest też w taki sposób wymyślone, żeby można było zacząć nawet od drugiej czy trzeciej książki i nie dostać spoilerów, które popsułyby odbiór filmu albo pierwszego tomu. To ten sam świat, ale różne przygody.

Julita Pasikowska-Klica (Bajkochłonka):
Czyli chronologia istnieje, ale nie jest obowiązkowa.

Grzegorz Wacławek (Animoon):
Dokładnie. My ją sobie narzuciliśmy, żeby uporządkować wszystko w głowie i wiedzieć, kiedy co mogło się wydarzyć. Dla czytelnika nie musi to mieć aż takiego znaczenia.

Julita Pasikowska-Klica (Bajkochłonka):
Skoro wspomniałeś, że główną motywacją by poszerzać uniwersum, były spotkania z dziećmi i pytania o dalsze losy bohaterów, to może seria ma potencjał na jeszcze więcej? Jest już film, książki, listy… Czy myśleliście także o grze albo planszówce?

Grzegorz Wacławek (Animoon):
Planszówkę już wymyśliliśmy. To prosta gra oparta na świecie pierwszej książki i filmu. Nie miałem jeszcze czasu zaangażować się w nią na tyle, żeby doprowadzić projekt do produkcji, ale pomysł już istnieje.

Pomysłów jest dużo, tylko one muszą się na końcu zweryfikować. Nie można w nieskończoność produkować kolejnych rzeczy bez odzewu ze strony widzów i czytelników. Mam jednak poczucie, że kiedy to uniwersum będzie bardziej kompletne – trzy książki plus film – może przełożyć się to na większe zainteresowanie całością.

Zdjęcie: archiwum prywatne Grzegorza Wacławka

Jeśli dorosły czyta ją dziecku, chciałem, żeby sam też miał poczucie, że obcuje z fajną historią. Żeby nie był to dla niego czas stracony.

Julita Pasikowska-Klica (Bajkochłonka):
Przyznam, że byłam zaskoczona rozmachem kampanii samej animacji. W Polsce z polską animacją bywa różnie, a tutaj miałam poczucie, że wszystko zostało przygotowane na bardzo wysokim poziomie. Ścieżka dźwiękowa z muzyką Bovskiej, której można posłuchać osobno, dedykowana strona https://chlopiecfilm.pl, spójność materiałów – to naprawdę robi wrażenie. Czy ta kompletność wynika z tego, że jesteś jednocześnie reżyserem i producentem? Masz zmysł artystyczny, ale też biznesowy.

Grzegorz Wacławek (Animoon):
Bardzo dziękuję, że zwróciłaś na to uwagę. To dla mnie ogromny komplement, bo rzeczywiście włożyłem w to mnóstwo pracy. Bardzo zależało mi na komplementarności całego projektu.

Oczywiście robimy to wszystko w ramach naszych możliwości. Budżety, którymi dysponują chociażby produkcje Disneya wprowadzane na polski rynek, są w zupełnie innej skali. Tam na samą promocję idą pewnie grube miliony. U nas tego absolutnie nie ma. Robimy to bardziej oddolnie i na tyle, na ile możemy sobie pozwolić.

Jestem przedsiębiorcą od lat, wcześniej zajmowałem się różnymi rzeczami. Mam też wykształcenie graficzne, skończyłem Akademię Sztuk Pięknych, miałem studio graficzne, zajmowaliśmy się brandingiem i budowaniem rozpoznawalności marek. Te doświadczenia na pewno łączą się w tym projekcie.

Od początku miałem pomysł, żeby to wszystko wyglądało spójnie. Miałem nawet więcej koncepcji, ale na część po prostu zabrakło czasu. Bardzo chciałem na przykład, żeby z całym uniwersum łączył się jeden głos lektora: w kinie, w reklamach i w audiobooku. Nie udało się tego dopiąć idealnie, ale cieszę się, że mimo wszystko ta spójność jest zauważalna.

© Animoon, kadr z filmu „Chłopiec na Krańcach Świata”
© Animoon, kadr z filmu „Chłopiec na Krańcach Świata”

 

Magda (Bovska), prywatnie moja żona, ma dużą umiejętność pisania piosenek dla dzieci. Pisała już wcześniej piosenki do różnych produkcji, najczęściej pod pseudonimem. W tym przypadku właściwie nie wyobrażaliśmy sobie, żeby mogło być inaczej i żeby to nie ona napisała piosenkę. Chcieliśmy jednak, żeby była bardziej popowa, nośna, atrakcyjna również dla dorosłego widza.

Zależało mi, żeby film był ciekawy także dla dorosłych. Mam wrażenie, że rodzice oglądający go z dziećmi też dużo z niego wynoszą. Mówią mi, że film był również dla nich, że się wzruszali. Oczywiście rzadko zdarza się, żeby dorosły poszedł na taki film sam, choć wśród fanów animacji są takie osoby. Ale jeśli rodzic naprawdę skupi się na seansie, może znaleźć tam coś dla siebie.

Tak samo myślałem o książce. Jeśli dorosły czyta ją dziecku, chciałem, żeby sam też miał poczucie, że obcuje z fajną historią. Żeby nie był to dla niego czas stracony.

Bardzo dbam o spójność tego świata. Mam na tym punkcie trochę fioła. Czasem bywa to nawet szkodliwe, bo wiąże się z potrzebą dopracowania wszystkiego do perfekcji. A niestety nie zawsze starcza czasu i sił, żeby wszystko wyszło dokładnie tak, jak sobie wymarzyłem. Jeśli udaje się zrealizować 80 procent planu, a czasem nawet 60 procent, to i tak traktuję to jako sukces.

Julita Pasikowska-Klica (Bajkochłonka):
To twoja pierwsza pełnometrażowa animacja.

Grzegorz Wacławek (Animoon):
Tak, to moja pierwsza pełnometrażowa animacja jako reżysera, współreżysera i scenarzysty. Film dostał Nagrodę Publiczności na 45. Koszalińskim Festiwalu Debiutów Filmowych „Młodzi i Film”. W konkursie było 14 debiutów, w tym 13 pełnometrażowych filmów aktorskich, naprawdę bardzo dobre tytuły.

Dla mnie Nagroda Publiczności była chyba najlepszą możliwą nagrodą, bo uznanie widzów jest najwyższą formą docenienia. Jury i krytycy są ważni, ale reakcja publiczności bardzo mnie zaskoczyła i ucieszyła.

W czerwcu skończyłem 46 lat, a na 45. edycji festiwalu debiutowałem pełnym metrażem. Można by zapytać, czy to późno, ale myślę, że zdarzają się jeszcze późniejsze debiuty. Produkcja filmowa jest bardzo skomplikowana, a produkcja animacji – jeszcze bardziej. Ten film powstawał dziewięć lat. Nie czuję więc, że to było późno.

Jeśli chodzi o książkę, to również jest mój debiut. W tym projekcie połączyło się więc kilka debiutów naraz.

Julita Pasikowska-Klica (Bajkochłonka):
Wspominasz, że praca nad filmem trwała dziewięć lat. Jakie były największe wyzwania z nią związane? Co najbardziej dało Ci w kość?

Grzegorz Wacławek (Animoon):
Do tej pory daje mi w kość biurokracja związana z realizacją takiego filmu. Przy produkcji pełnometrażowej animacji zaangażowanych jest bardzo dużo osób i instytucji finansujących. W Europie produkcja filmowa opiera się często na funduszach i koprodukcjach, czyli współpracy z producentami z innych krajów, którzy pozyskują środki u siebie. Potem łączy się różne elementy pracy w jedno dzieło.

Na pewno trudne jest to, ile czasu taka produkcja trwa. Dlatego mówiłem, że książka była dla mnie uwalniająca. Zabraliśmy się za nią w październiku zeszłego roku, a pierwsza część jest już gotowa, zaraz będzie druga i trzecia. W porównaniu z dziewięcioma latami pracy nad filmem to zupełnie inne tempo.

Dostałem nawet opinię, że zdaniem jednej osoby książka jest lepsza niż film. To było bardzo miłe.

W filmie animowanym trudna jest też zależność od tysięcy elementów. Chciałoby się, żeby pewne fragmenty były jeszcze lepiej zrealizowane: ruch kamery, tempo akcji, detale animacji. Ale to wszystko wiąże się z kosztami, czasem i procesem produkcji. Trzeba uwzględniać mnóstwo kompromisów.

W książce też są kompromisy – umawiamy się, że nie będzie miała 200 czy 400 stron, tylko konkretną objętość, bo wiąże się to z drukiem, liczbą rozdziałów i tak dalej. Ale to nie są kompromisy tego samego rodzaju. Przy filmie jest ich po prostu multum. Finalny efekt zawsze jest wypadkową tych wszystkich decyzji.

Najtrudniejsze jest pogodzenie się z tym, że chciałoby się więcej, a nie można. Jako twórcy wiemy, że coś dałoby się zrobić inaczej, lepiej. Ale na końcu wszystko sprowadza się do czasu, kosztów i pracy. Nie da się robić filmu w nieskończoność.

© Animoon, plakat filmu „Chłopiec na Krańcach Świata”

Pomyślałem, że to dobra okazja, żeby nauczyć się pisać scenariusze. Lubię takie wyzwania. Uczenie się nowych rzeczy bardzo pobudza.

Julita Pasikowska-Klica (Bajkochłonka):
Ale jednak robi się wszystko, żeby go skończyć. W tym przypadku motorem musiała być jednak bardzo silna potrzeba opowiedzenia tej konkretnej historii. Skąd wziął się pomysł na Chłopca na Krańcach Świata?

Grzegorz Wacławek (Animoon):
Pomysł wziął się z ilustracji Szymona Biernackiego, polskiego art designera, który odpowiada za wymyślanie wizualnego świata filmów. Stworzył między innymi wygląd animacji Klaus, dostępnej na Netfliksie.

Ta ilustracja bardzo mnie zachwyciła. Był na niej biegnący chłopiec, z wiatrem we włosach, a w tle chmury przypominające mamuty albo słonie. Jako producent zacząłem szukać kogoś, kto mógłby wymyślić historię do tej ilustracji. Szukałem tak długo, że w końcu sam ją wymyśliłem. A potem byłem już z tą opowieścią bardzo związany.

Nałożyło się to też na moje myślenie o tym, że czytam dużo scenariuszy, ale sam nie stworzyłem jeszcze filmu pełnometrażowego. Pomyślałem, że to dobra okazja, żeby nauczyć się pisać scenariusze. Lubię takie wyzwania. Uczenie się nowych rzeczy bardzo pobudza.

Sama historia jest wypadkową różnych doświadczeń. Mam starszego brata. W dzieciństwie spędzałem dużo czasu w naturze, we wsi Podurzyca pod Warszawą, gdzie moi rodzice mają dom. Jeździłem tam na wakacje z babcią i rodzicami.

Chciałem opowiedzieć o emocjach i relacjach. Zawsze marzyłem też o tym, żeby mieć siostrę, ale jej nie miałem. Marzyłem również o dzieciach, których nie mam. Myślę więc, że w tej historii umieściłem część swoich marzeń. Kinga Krzemińska, z którą pisałem scenariusz, też ma starszego brata. Marta Szymańska, z którą współreżyserowałem film, również ma brata. To wszystko w jakiś sposób złożyło się na tę opowieść.

© Animoon, kadr z filmu „Chłopiec na Krańcach Świata”

 

Nad filmem pracuje się latami, więc robienie produkcji, która jest wyłącznie rozrywką, zupełnie mnie nie interesuje.

© Animoon, kadr z filmu „Chłopiec na Krańcach Świata”

 

Julita Pasikowska-Klica (Bajkochłonka):
Wspominasz relacje między rodzeństwem, ale w książce i filmie bardzo wyraźnie widać też kwestie ekologiczne. Czy to potrzeba wynikająca z naszych czasów? Czy dziś każda ważna historia dla dzieci powinna dotykać tematu natury?

Grzegorz Wacławek (Animoon):
Dla mnie to bardzo ważne. Dużo o tym myślę. Wystarczy spojrzeć na to, co dzieje się wokół nas, choćby na upały w Polsce. To nie bierze się znikąd.

W Animoon angażujemy się przede wszystkim w filmy, które mają w sobie ważne wartości i są czymś więcej niż zwykłą rozrywką. Nad filmem pracuje się latami, więc robienie produkcji, która jest wyłącznie rozrywką, zupełnie mnie nie interesuje. Jeśli już poświęcać temu tyle czasu, to warto zastanowić się, o czym ten film naprawdę jest.

Temat natury, ekologii i współdziałania jest na tyle ważny i tak bardzo wpływa na nasze życie, że w dużej mierze cały świat powinien być mu podporządkowany. W zasadzie każda dziedzina gospodarki i życia powinna uwzględniać relację człowieka z naturą.

Nie mam wpływu na wszystko, ale mam wpływ na to, co sam robię. Staram się więc zaszywać w moich projektach to, co jest dla mnie ważne. Uważam, że powinniśmy poświęcić dużo energii na to, żeby uczynić świat lepszym, zwłaszcza jeśli chodzi o funkcjonowanie z naturą. Człowiek bierze od niej bardzo dużo, a daje niewiele. Często się nad nią pastwi. I ta natura zaczyna się przeciwko nam obracać.

Julita Pasikowska-Klica (Bajkochłonka):
W filmie pojawia się morska bestia, w książce również mamy tajemniczą, właściwie wszechmocną istotę, która może wpływać na komfort życia całej społeczności. Ten przekaz wydaje się dość czytelny: jeśli nie będziemy dbać o środowisko i przyrodę, różnie może się to skończyć.

Grzegorz Wacławek (Animoon):
Tak. W drugiej i trzeciej części wątek natury też będzie obecny. Nie lubię jednak moralizatorstwa ekologicznego podanego wprost. Wolę, kiedy takie rzeczy są zaszyte w historii.

Każdy z nas doświadcza dziś tego, jak natura się zmienia i jak reaguje na nasze działania. Zamiast z nią współpracować i traktować ją z szacunkiem, globalnie wciąż robimy za mało.

Nie wierzę, że nawrócę dorosłych, którzy tego nie rozumieją. Ale jeśli w filmie czy książce dla dzieci jest szansa, żeby zaszczepić taką wrażliwość młodemu pokoleniu, to warto. Może ono uratuje nam ten świat, bo z nami bywa różnie.

Brzmi to pesymistycznie, ale nie wierzę w całkowitą zagładę spowodowaną przez człowieka. Zmiany jednak już zachodzą. Widać je. Tylko dobrze byłoby, gdyby działy się szybciej. Młode pokolenie szybko dorasta. Za chwilę to ono będzie kształtować politykę i rzeczywistość. Jeśli można coś w nim zasiać, to warto próbować.

Julita Pasikowska-Klica (Bajkochłonka):
Zasiewasz w tej historii jeszcze coś. Natura jest tu siłą, która poradzi sobie z ludźmi, jeśli będzie trzeba, ale są też nawiązania do dawnych wierzeń i mitów. Szczególnie ciekawy jest dla mnie lis jako przewodnik. Lisy mają ogromne znaczenie kulturowe, pojawiają się w opowieściach od stuleci. Czy wybór lisa był intencjonalny?

Staram się czerpać z miejsca, z którego pochodzimy. Nie chcę być Polakiem opowiadającym o kulturze japońskiej.

Grzegorz Wacławek (Animoon):
Inspiracja słowiańskimi legendami i wierzeniami była obecna od początku. W filmie Lesij jest wzorowany na postaci z mitologii słowiańskiej – Leszym. To było bardzo świadome. Dużo o tym czytam i widzę, jak olbrzymie jest bogactwo tych opowieści.

Staram się czerpać z miejsca, z którego pochodzimy. Nie chcę być Polakiem opowiadającym o kulturze japońskiej. Oczywiście japońska kultura jest fascynująca, ale mam poczucie, że tym, co może przykuć uwagę, jest właśnie nasza perspektywa i opowiadanie o miejscu, z którego jesteśmy.

Sam lis pojawił się na trochę innych zasadach. Od początku chcieliśmy, żeby w książce było zwierzę, tak jak w filmie. Lis pojawia się już w pierwszych scenach filmu. Widzimy, że jest zraniony, ociera się o mamę i łasi do niej. Chciałem pociągnąć ten wątek i wyjaśnić, dlaczego jest ranny. Dlatego zaangażowaliśmy go w pierwszą książkę.

Nie mieliśmy jednak od początku założenia, że będzie przewodnikiem w takim kulturowym sensie. Cieszę się, że tak to odczytujesz, bo rzeczywiście tak wyszło. Można powiedzieć, że był to przypadek, ale przypadek twórczy. Lubię takie sytuacje. One mają znaczenie i często podnoszą jakość końcowego dzieła. Lisek był więc trochę przypadkowy, ale jednak przemyślany.

Julita Pasikowska-Klica (Bajkochłonka):
Wróci w kolejnych tomach?

Grzegorz Wacławek (Animoon):
Pojawią się inne zwierzęta. Nie chcieliśmy cały czas powielać tego samego motywu. W drugiej części, Kamieniu Wody, będzie niebieski ptaszek. W trzeciej pogłębimy historię wieloryba. Tela również dostanie większą rolę.

Będą więc powracać bohaterowie znani wcześniej, nie tylko dziecięcy. Niebieski ptaszek też już pojawił się w filmie. Ale to dobry pomysł, żeby nie zapominać o lisku. Może w trzeciej części warto będzie napomknąć, co się u niego dzieje.

Julita Pasikowska-Klica (Bajkochłonka):
Czyli zrobić taką lisią klamrę kompozycyjną. A teraz pytanie, które zawsze zadaję twórcom: jaka jest twoja ulubiona książka dla dzieci?

Grzegorz Wacławek (Animoon):
Chyba nie mam jednej. Teraz właściwie nie czytam książek dla dzieci. Moje wspomnienia pochodzą głównie z dzieciństwa. Na co dzień, jako producent animacji, czytam bardzo dużo historii i scenariuszy. Mamy kilkadziesiąt projektów rozwijanych równolegle, a każdy z nich to nowa opowieść, nad którą pracuje się często przez wiele lat. To jest literatura, którą czytam zawodowo.

Później czasem mam już przesyt bodźców. Jeśli więc wracam pamięcią do książek dla dzieci, to najmocniej do Dzieci z Bullerbyn i Mikołajka. To takie klasyki.

Zdjęcie: archiwum prywatne Grzegorza Wacławka

Julita Pasikowska-Klica (Bajkochłonka):
A ulubiona animacja? Czy jest jakaś, która jest dla ciebie szczególnie ważna?

Grzegorz Wacławek (Animoon):
Jednej nie mam, ale to chyba nietrudno zauważyć: bardzo inspirują mnie filmy Studia Ghibli. Myślę, że w jakimś stopniu czuć to również w Chłopcu na Krańcach Świata.

To klasyka, do której wracają nie tylko ludzie z animacji, ale filmowcy z całego świata. To przepiękne filmy. W dużej mierze kierowane do dzieci, ale często tak naprawdę są też dla dorosłych. Można do nich wracać wielokrotnie.

Dla wielu twórców to ideał. Nie mam jednego ulubionego filmu z tego studia. Kocham cały ten świat i sposób opowiadania. Te filmy poruszają, są przygodowe, wciągające, angażujące i właściwie dla ludzi w każdym wieku. Do tego są pięknie zrealizowane. To majstersztyki. Trzeba być geniuszem, żeby w taki sposób przekładać swoją twórczość na ekran. To dla mnie ogromna inspiracja i marzenie, żeby chociaż w niewielkim procencie zbliżyć się do takiego poziomu.

Julita Pasikowska-Klica (Bajkochłonka):
W Polsce widać dziś tendencję do tworzenia filmów animowanych dla najmłodszych na podstawie znanych serii książkowych. Wasz film się z tej tendencji trochę wyłamuje. Co myślisz o takich adaptacjach?

Grzegorz Wacławek (Animoon):
Oglądałem wiele z nich, bo w dużej mierze są to filmy robione przez moich przyjaciół producentów, z którymi często się widuję i którym bardzo kibicuję. Największe hity, o których pewnie mówisz, pochodzą od mojej dobrej koleżanki, producentki Eweliny Gordziejuk z EGoFILM — czyli Kicia Kocia czy Pucio.

To świetnie zrealizowane animacje, bardzo dobrze dostosowane do grupy wiekowej i udane jako ekranizacje książek. My sami też dokonaliśmy adaptacji książki Proszę mnie przytulić Przemka Wechterowicza i Emilii Dziubak. Zrobiliśmy serię 52 odcinków i film pełnometrażowy.

Patrzę na to również od strony producenckiej. Takie filmy przyciągają widzów do kin. To fenomen. W porównaniu z oglądalnością mojego filmu tamte produkcje to naprawdę wielkie hity. Kicie Kocie i Pucia obejrzało bardzo wielu widzów. To ogromne sukcesy.

W Polsce mamy wielką historię animacji krótkometrażowej, znanej na świecie ze swojej eksperymentalności. Jest choćby Tango Zbigniewa Rybczyńskiego, które dostało Oscara.

Julita Pasikowska-Klica (Bajkochłonka):
Albo Jak działa jamniczek.

Patrząc na twórczość polskich autorów, widzę ogromne pole do działania. Ludzie mają mnóstwo świetnych pomysłów, które mogłyby podbijać świat.

Grzegorz Wacławek (Animoon):
Tak, dokładnie. My jako Animoon też produkujemy dużo takich filmów i zdobyliśmy za nasze produkcje wiele nagród na całym świecie.

Historycznie mieliśmy (jako Polacy) też ogromną tradycję seriali animowanych: Reksio, Bolek i Lolek i wiele innych produkcji powstających w państwowych studiach przed 1989 rokiem. Ale jeśli chodzi o pełnometrażowy film animowany po 1989 roku, nie mieliśmy aż tak dużych doświadczeń. Coraz więcej takich filmów powstaje i uważam, że to bardzo dobry kierunek.

Na razie szukamy widza i sposobu dotarcia do niego. Adaptacje popularnych książek są świetnym przykładem, bo opierają się na polskiej literaturze. Pucio, Kicia Kocia czy Basia to bardzo mocne marki książkowe. To wspaniałe, że takie polskie produkcje trafiają do kin.

Chciałbym jednak, żeby było też więcej miejsca na historie oryginalne – w takim sensie, że scenariusz powstaje od zera, a świat jest wymyślony najpierw dla filmu, a dopiero później może być rozwijany w innych formach. To mogłaby być druga noga polskiej animacji. Patrząc na twórczość polskich autorów, widzę ogromne pole do działania. Ludzie mają mnóstwo świetnych pomysłów, które mogłyby podbijać świat.

Wiedźmin był najpierw literaturą, później został zaadaptowany na grę i stał się globalnym fenomenem. To pokazuje, jak polska twórczość może fascynować odbiorców na całym świecie. Im więcej takich produkcji, tym większa szansa, że nasza kultura będzie bardziej dostrzegana i doceniana za granicą.

Jestem więc absolutnie za adaptacjami. To świetny kierunek. Ale byłoby wspaniale, gdyby równolegle rozwijały się też oryginalne historie animowane.

Julita Pasikowska-Klica (Bajkochłonka):
Trzymam za to kciuki, bo moim zdaniem jest duże zapotrzebowanie na historie dla trochę starszych dzieci, około dziewiątego roku życia. Takich, które mają już większe wymagania niż pięciolatki. Historie pomyślane scenariuszowo, wizualnie, filmowo – jak Chłopiec na Krańcach Świata. Autor powieści nie zawsze myśli kadrami, a tutaj wszystko musi zagrać obrazem. Czy szykujesz już kolejny duży projekt?

Grzegorz Wacławek (Animoon):
Wiele lat temu zacząłem wymyślać nową historię – o Lei i lodowcu, który umarł.

Julita Pasikowska-Klica (Bajkochłonka):
Czyli też ekologicznie.

Grzegorz Wacławek (Animoon):
Tak. Pierwsze pomysły mam naprawdę sprzed wielu lat i co jakiś czas do nich wracam. Rozwijałem tę historię, ale teraz wciąż bardzo absorbuje mnie Chłopiec na Krańcach Świata. Dużo dzieje się promocyjnie, cały czas pracuję też przy książkach. Robię ilustracje, mocno uczestniczę w opracowaniu szaty graficznej i w tym, żeby wszystko trafiło do druku.

Ten rok jest więc jeszcze podporządkowany Chłopcu. A film jest skomplikowany. Może kiedyś.

Julita Pasikowska-Klica (Bajkochłonka):
W takim razie trzymam kciuki i życzę powodzenia.

Zdjęcie: archiwum prywatne Grzegorza Wacławka

 

Tytuł książki: Chłopiec na Krańcach Świata. Przebudzenie
Autorzy: Grzegorz Wacławek, Mateusz Marczewski
Ilustracje: Grzegorz Wacławek
Wydawca: Animoon
Rok wydania: 2026
Tytuł filmy: Chłopiec na Krańcach Świata
Reżyseria: Grzegorz Wacławek, Marta Szymańska
Scenariusz: Kinga Krzemińska, Grzegorz Wacławek
Montaż: Przemek Chruścielewski
Muzyka: Mikołaj Stroiński
Piosenki: Bovska, Mikołaj Stroiński, Archie Shevsky
Producent: Grzegorz Wacławek
Produkcja: Animoon Sp. z o.o.

Poprzedni wpis
„Kos i kameleon” – recenzja książki o odwadze w byciu sobą
Następny wpis
Dziecko jest przebodźcowane bajkami z ekranu? Zobacz, dlaczego słuchowiska działają tak kojąco
Tags: +10, +11, +12, +13, +14, +9, Animoon, Chłopiec na Krańcach Świata, Chłopiec na Krańcach Świata Przebudzenie, debiut literacki, ekologia w książkach dla dzieci, film animowany dla dzieci, filmy animowane, filmy dla dzieci, Grzegorz Wacławek, książka dla dzieci, książka przygodowa dla dzieci, książki dla dzieci 9+, literatura dziecięca, Mateusz Marczewski, polska animacja, rozmowa z twórcą, wywiad

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Wypełnij to pole
Wypełnij to pole
Proszę wpisać prawidłowy adres e-mail.

Moja autorska książka

Pisz recenzje z Bajkochłonką!

Moja autorska książka

Pisz recenzje z Bajkochłonką!

O BAJKOCHŁONCE

Julita Pasikowska-Klica

Moja miłość do książek zrodziła się zanim jeszcze nauczyłam się czytać. Zapach świeżego druku
i szeleszczące kartki pełne przygód były dla mnie tajemnicą, którą chciałam jak najszybciej odkryć.

Na co dzień sięgam po różne tytuły, ale to właśnie bajki mają w mojej biblioteczce miejsce szczególne.

Możesz dowiedzieć się więcej klikając w zakładkę o mnie!

Moja autorska książka

Pisz recenzje z Bajkochłonką!

Losowa recenzja