Nowa seria książek obrazkowych o Ani – recenzja

Tytuły: Gdybym nie była Anią, Dobranoc, Aniu
Tekst: Kallie George
Ilustracje: Genevieve Godbout
Tłumaczenie: Donata Olejnik
Wydawnictwo: Olesiejuk
Rok wydania: 2021

Objętość: chudzina
Dla kogo: dla tych co sami jeszcze nie czytają, ale dużo już rozumieją , dla samodzielnych w czytaniu
Ocena ogólna: bardzo przyjemna

Seria książek o Ani Shirley ma już niemal sto lat i od czasu swojej premiery, ani na moment nie przestała budzić zainteresowania młodych oraz starszych czytelników! Nawet ostatnio ,,Ania z Zielonego Wzgórza”, a właściwie ,,Anne z Zielonych Szczytów” (Wydawnictwo Marginesy) nie znika z nagłówków branżowych portali. Ostatnie, bardziej wierne tłumaczenie burzy porządek świata tych osób, które wyjątkowo sentymentalnie podchodzą do literatury. Czy jednak celem książek nie jest to, żeby uczyć nas czegoś nowego? Nawet, jeżeli już tak długo są obecne na półkach naszych domowych bibliotek.

W tej recenzji chciałabym opowiedzieć o nowej serii dla dzieci, która także nie podchodzi do tematyki Ani Shirley w sposób zero-jedynkowy. ,,Gdybym nie była Anią”, ,,Dobranoc, Aniu” oraz ,,Wesołych Świąt, Aniu!” to obrazkowe książki duetu Genevieve Godbout oraz Kallie George. Mnie udało się upolować na dwie z nich i na tym przykładzie opowiem o cyklu inspirowanym klasycznymi powieściami ,,Ania z Zielonego Wzgórza”.

Gdybym nie była Anią

,,Gdybym nie była Anią” jest książką, która niezwykle wpisuje się w styl rozmyślań głównej bohaterki. Dziewczynka zastanawia się, kim by była, gdyby nie była sobą. Jej rozważania wędrują w przeróżnych kierunkach – czasami nawiązują do prawdziwych osób, miejsc czy zawodów, a jeszcze częściej odpływają wraz z jej wyobraźnią w świat poezji i fantazji.

Ania dobrze też wie, kim nie chciałaby być i jakiego koloru włosów nie mogłaby znieść najbardziej. Finalnie dochodzi również do zaskakującej i ładnej puenty, która pozwala wierzyć, że możemy marzyć i puszczać wodze fantazji, ale zawsze dobrze dostrzegać pozytywy tego, co mamy oraz kim jesteśmy.

Link do strony Wydawnictwa: https://www.dressler.com.pl/product/250492-gdybym-nie-byla-ania


Dobranoc, Aniu

Z kolei w książce ,,Dobranoc, Aniu” powracamy do rozmaitych postaci z kultowej serii. Pojawia się w niej postać nieco oschłej, ale jednak kochającej Anię Maryli, dobrodusznego Mateusza, najlepszej przyjaciółki Diany, a nawet dokuczającego dziewczynce Gilberta. A to dopiero początek!

Ania postawiła sobie po prostu za cel tuż przed zaśnięciem, żeby powiedzieć wszystkim ważnym osobom (i nie tylko), że je kocha. Jest to więc prawdziwa galeria sentymentalnych osobowości, ale i powrotu do świata Avonlea. Książka pokazuje dziewczynkę, która kocha w zasadzie cały świat. Jest w tym mnóstwo uroku, niewinności oraz beztroski.

Komu jednak jest dedykowana ta seria inspirowana Anią Shirley? Z pewnością poleciałabym ją dzieciom powyżej 4 roku życia, a jak można przypuszczać te jeszcze nie znają ,,Ani z Zielonego Wzgórza” (i moim zdaniem nie powinny znać oryginalnych powieści, bo to nie są książki dla młodych czytelników). Uważam jednak, że ta seria sprawdzi się wybornie właśnie w przypadku rodziców-sympatyków Ani, którzy chcieliby choć na chwilę zabrać swoje dzieci do świata, który pamiętają z czasów młodości.

Link do strony Wydawnictwa: https://www.dressler.com.pl/product/250493-dobranoc-aniu


Poprzedni wpis
Bjorn. Oczy smoka – recenzja
Następny wpis
Giganci. Erin. Tom 1 – recenzja
Tags: , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , ,

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Wypełnij to pole
Wypełnij to pole
Proszę wprowadzić prawidłowy adres e-mail.

O BAJKOCHŁONCE

Julita Pasikowska-Klica

Moja miłość do książek zrodziła się zanim jeszcze nauczyłam się czytać. Zapach świeżego druku
i szeleszczące kartki pełne przygód, były dla mnie tajemnicą, którą chciałam jak najszybciej odkryć.

Na co dzień sięgam po różne tytuły, ale to właśnie bajki mają w mojej biblioteczce miejsce szczególne.

Możesz dowiedzieć się więcej klikając w zakładkę o mnie!

Moja autorska książka

Pisz recenzje z Bajkochłonką!

Losowa recenzja
Menu