Osiem najbardziej znanych bajek. Takich, które od razu przychodzą do głowy, gdy pada to magiczne słowo: baśń. Czerwony Kapturek, Śpiąca Królewna, Brzydkie Kaczątko, Jaś i Małgosia, Kopciuszek, Królowa Śniegu, Roszpunka oraz Żabi Król. Historie stare, opowiedziane już setki razy, utrwalone przez kolejne pokolenia i na tyle dobrze kojarzone, że właściwie trudno wyobrazić sobie, by można było jeszcze zrobić z nimi coś nowego.
A jednak, Helen Mortimer zrobiła. Ukochane baśnie. Opowieści dla kogoś wyjątkowego, ukazały się w Polsce nakładem Wydawnictwa Heritage by Levyz. Mamy tu do czynienia z klasycznymi historiami opowiedzianymi na nowo, ale bez przenoszenia ich do współczesnego świata technologii czy futurystycznych miast. Mortimer uwspółcześnia je przede wszystkim w języku, sposobie przedstawiania relacji oraz wrażliwości na kwestie, do których dawniej podchodzono nieco inaczej.
➜ Tytuł: Ukochane baśnie
➜ Adaptacja: Helen Mortimer
➜ Zdjęcia, ilustracje: Lars Van De Goor, Gabriella Barouch
➜ Tłumaczenie: Maria Kabat-Krzosek
➜ Wydawnictwo: Levyz, Heritage by Levyz
➜ Rok wydania: 2026
➜ Objętość: chudzina
➜ Dla kogo: dla tych co sami jeszcze nie czytają, ale dużo już rozumieją , dla samodzielnych w czytaniu
➜ Ocena ogólna: wybitna
Czy klasyczne baśnie trzeba zmieniać?
Na pewno można, przecież robiono to od zawsze. Baśnie wyrosły przecież z tradycji ustnej, były przekazywane z pokolenia na pokolenie, przekształcane, skracane, rozwijane i dostosowywane do odbiorców. Nie stanowiły też początkowo osobnej kategorii literatury przeznaczonej wyłącznie dla dzieci.
Historie, które dziś kojarzymy przede wszystkim z dzieciństwem, funkcjonowały w kulturze znacznie szerzej i dopiero z czasem zostały złagodzone, uporządkowane oraz dostosowane do młodszych słuchaczy.

Dlatego w przypadku Ukochanych baśni warto postawić bardziej precyzyjne pytanie: jak zmieniać baśnie, żeby zachować ich rdzeń i charakter, a jednocześnie dostosować do współczesnych realiów. Helen Mortimer nie wywraca baśniowego świata do góry nogami. Czasami zmiany są kosmetyczne, ale okazują się zaskakująco znaczące dla całego odbioru historii. Morały pozostają właściwie te same, tylko zmieniają się szczegóły.
Jaś i Małgosia nadal przekonują się, jak zgubne może być bezgraniczne zaufanie do nieznajomych i przyjmowanie od nich słodyczy. Z kolei Brzydkie Kaczątko niezmiennie pozostaje opowieścią o krzywdzie wynikającej z oceniania innych przez pryzmat wyglądu, pochodzenia czy wizualnych różnic.
Autorka poddaje raczej pod rozważanie, które elementy są zbędne w tych opowieściach.

Zła macocha nie jest konieczna
Jedną z najbardziej widocznych zmian jest odejście od figury bezwzględnej matki lub złej macochy. Ten zabieg wydaje mi się szczególnie sensowny, bo stereotyp złośliwej macochy jest jednym z najbardziej uporczywych baśniowych schematów, który dawno wyszedł poza ramy opowieści.
Kobiety funkcjonujące w roli macoch nadal mierzą się z kulturowymi wyobrażeniami utrwalanymi między innymi właśnie przez baśnie. Tymczasem dla wielu współczesnych dzieci rodzina patchworkowa jest naturalną częścią ich życia. Nie widzę więc powodu, dla którego pojawienie się nowej partnerki ojca miałoby automatycznie oznaczać, że w historii potrzebna jest antagonistka.
Najlepiej widać to w Jasiu i Małgosi, ale także w Kopciuszku. W tej wersji nie ma macochy, są natomiast starsze siostry, ich zazdrość, pomiatanie młodszą dziewczyną oraz bierność samego Kopciuszka, który przez długi czas pozwala innym przypisywać sobie określoną rolę. Dzięki temu historia zaczyna opowiadać również o stawianiu granic, odnajdywaniu własnej wartości i wychodzeniu z pozycji osoby, która przyjmuje każdą narzuconą jej łatkę.
Co równie ciekawe – nie ma tutaj ślubu. Kopciuszek spotyka księcia, bohaterowie ponownie się odnajdują, ale szczęśliwe zakończenie nie sprowadza się do tego, że dziewczyna staje się czyjąś żoną. Baśń niczego przez to nie traci. Wręcz przeciwnie, jej finał staje się mniej oczywisty i nie sprowadza całej przemiany bohaterki wyłącznie do znalezienia sobie odpowiedniego mężczyzny.


Królowa Śniegu prawie bez Królowej Śniegu
Musicie mieć na uwadze, że Ukochane baśnie to skrótowe przedstawienia znanych historii. Najbardziej widać to w Królowej Śniegu, co zresztą trudno uznać za zaskoczenie. Oryginalna baśń Hansa Christiana Andersena jest długa, rozbudowana i składa się z siedmiu części, więc zmieszczenie jej na kilku rozkładówkach wymagało wyjątkowo mocnej selekcji.
Efekt jest jednak interesujący, bo tytułowa Królowa Śniegu niemal znika z tej baśni. Przestaje dominować nad opowieścią jako wielka antagonistka, której należy się bać, a na pierwszy plan zdecydowanie mocniej wysuwa się Gerda. Dzięki temu można skupić się na jej determinacji, odwadze oraz uporze w poszukiwaniu Kaja. Choć tytuł pozostaje ten sam, to już nie jest opowieść o groźnej Królowej Śniegu, ale historia o dziewczynce gotowej poświęcić bardzo wiele, by odnaleźć kogoś bliskiego.
Tego typu skróty mają oczywiście swoją cenę. Osoba przywiązana do pełnych, literackich wersji baśni Andersena dostrzeże, że sporo tutaj pominięto. Trzeba jednak pamiętać, że Ukochane baśnie nie zastępują oryginałów. To raczej pierwsze spotkanie z klasyką albo propozycja dla dzieci, dla których te bardziej rozbudowane wersje okazały się mało przystępne.


Czerwony Kapturek i fatalny PR wilków
Najbardziej urocza jest dla mnie bohaterka z Czerwonego Kapturka. Burza loków może zwiastować, że będziemy mieć tu do czynienia z bardziej asertywną odtwórczynią głównej roli niż dotychczas. Podobnie jednak jak w Jasiu i Małgosi, czytelnie wybrzmiewa ostrzeżenie przed nadmiernym zaufaniem do nieznajomych. Pojawia się równocześnie też drugi, wyjątkowo aktualny morał: obcym osobom nie należy zdradzać wszystkiego o sobie, swoich planach i miejscu, do którego właśnie zmierzamy.
Nie wiem tylko, dlaczego kolejne pokolenia autorów tak bardzo upierają się przy wilku. Czerwony Kapturek od setek lat robi prawdziwym wilkom wyjątkowo zły pijar i naprawdę nic by się nie stało, gdyby któregoś dnia zastąpił go po prostu jakiś potwór. 😉
Spojler będzie jednak uspokajający: nikt nie zjada tutaj ani babci, ani Czerwonego Kapturka. Dziewczynka nie zostaje też sprowadzona do roli bezradnej ofiary oczekującej na ratunek, tylko sama bierze sprawy we własne ręce.
Podobnie potraktowano Śpiącą Królewnę. I tak, oczywiście – nie ma całowania śpiącej dziewczyny bez jej zgody. To przykład niewielkiej, ale znaczącej zmiany, bo właściwie cały fundament opowieści może pozostać nienaruszony bez romantyzowania pocałunku złożonego osobie, która nawet nie wie, że jest całowana.
Zresztą sama potrzeba pilnowania jednej „prawdziwej” wersji baśni jest trochę przewrotna. Śpiąca Królewna, podobnie jak wiele innych klasycznych historii, funkcjonowała w różnych wariantach, które na przestrzeni wieków znacznie się od siebie różniły. Mortimer robi więc w gruncie rzeczy to samo, co kolejni opowiadacze przed nią – dostosowuje znaną historię do odbiorców żyjących w innych czasach.
Baśnie, które wyrastają z natury
Ukochane baśnie mają jeszcze jeden, bardzo mocny wyróżnik – warstwę wizualną. Przyjrzyjcie się ilustracjom naprawdę uważnie i wytężcie wzrok, bo część tego, co widzicie, wcale nie została narysowana.
Podstawę wielu rozkładówek stanowią fotografie Larsa van de Goora, do których Gabriella Barouch dorysowała bohaterów oraz elementy baśniowej scenografii. To koncepcja polegająca na połączeniu fotografii prawdziwego świata z ilustracją.
Wybór Larsa van de Goora nie jest przypadkowy. Holenderski fotograf od lat fotografuje lasy i drzewa w taki sposób, że rzeczywisty krajobraz zaczyna przypominać miejsce istniejące gdzieś pomiędzy naturą a baśniową krainą.
Ten pomysł jest mi wyjątkowo bliski, bo sama wpadłam na podobny kilka lat temu przy pracy nad Uliczką Siedmiu Mikołajów. Fotografię można potraktować jak gotową scenę, a później wprowadzić do niej bohaterów i elementy, których nigdy naprawdę tam nie było. Efekt bywa niezwykle sugestywny.
W Ukochanych baśniach sprawdza się idealnie. Las jest nie tylko dekoracją, ale staje się prawdziwą przestrzenią, z której te historie wyrastają – trudno bowiem o bardziej naturalne środowisko dla baśni. To przecież właśnie ciemne ścieżki, drzewa, polany, skalne zakamarki czy światło przebijające przez korony od zawsze tworzyły ich najbardziej charakterystyczną scenografię.
Z kolei Gabriella Barouch gościła już na mojej stronie przy okazji książki Może Kobiego Yamady, a jej zachwycające, bardzo szczegółowe ilustracje trudno pomylić z pracami kogoś innego.


Ukochane baśnie jako trafiony pomysł na prezent
Nie sposób pominąć również samego wydania. Duży format, płócienny grzbiet przechodzący na okładkę, bardzo dużo uszlachetnień złotą folią i cudowna retro wyklejka w romby sprawiają, że jest to jedna z tych książek, które od pierwszego spojrzenia wyglądają jak gotowy pomysł na prezent.
Na szczęście nie kończy się wyłącznie na efektownym opakowaniu. Za piękną formą stoi konkretny pomysł na klasykę i próba odpowiedzi na pytanie, które wraca właściwie przy każdej współczesnej reinterpretacji: czy stare baśnie należy zostawić dokładnie takimi, jakimi je pamiętamy, czy jednak można pozwolić autorom na lekkie modyfikacje?
Po lekturze Ukochanych baśni coraz bardziej skłaniam się ku temu drugiemu rozwiązaniu. Kopciuszek wciąż zachowuje cechy Kopciuszka – tyle że bez organizowanego w pośpiechu wesela, Śpiąca Królewna zostaje obudzona delikatnym dotknięciem ramienia, a zła macocha znika na rzecz kochających, tęskniących za dziećmi rodziców.
Baśnie przetrwały setki lat nie dlatego, że z oddaniem powtarzano ich pierwotne wersje co do słowa. Przetrwały właśnie dlatego, że kolejne pokolenia opowiadały je po swojemu. Ukochane baśnie nie zastępują dawnych wersji lubianych historii, ale pozwalają spojrzeć na nie z perspektywy dzieci wychowywanych dzisiaj. Polecam je odbiorcą powyżej 4 lat.
Sprawdzajcie dostępność książki na stronie Wydawnictwa Levyz.
FAQ – Ukochane baśnie
O czym jest książka Ukochane baśnie?
Ukochane baśnie Helen Mortimer to zbiór ośmiu klasycznych opowieści przedstawionych w skróconych i nieco uwspółcześnionych wersjach.
Jakie baśnie znajdują się w książce Ukochane baśnie?
W zbiorze znalazło się osiem historii: Czerwony Kapturek, Śpiąca Królewna, Brzydkie Kaczątko, Jaś i Małgosia, Kopciuszek, Królowa Śniegu, Roszpunka oraz Żabi Król.
Czym Ukochane baśnie różnią się od klasycznych wersji?
Helen Mortimer zachowuje najważniejsze motywy i morały znanych historii, ale zmienia niektóre elementy zgodnie ze współczesną wrażliwością. W jej wersjach nie ma m.in. pocałunku Śpiącej Królewny bez jej zgody, Kopciuszek nie musi brać ślubu, a stereotyp złej macochy przestaje być niezbędnym elementem opowieści.
Kto zilustrował książkę Ukochane baśnie?
Warstwa wizualna książki powstała dzięki współpracy fotografa Larsa van de Goora i ilustratorki Gabrielli Barouch. Fotografie prawdziwych lasów i krajobrazów połączono z dorysowanymi bohaterami oraz baśniowymi elementami, dzięki czemu ilustracje znajdują się na granicy fotografii i malarstwa.
Czy Ukochane baśnie nadają się na pierwsze spotkanie dziecka z klasycznymi baśniami?
Tak. Historie są mocno skrócone, pozbawione części najbardziej drastycznych elementów i opowiedziane przystępnym językiem, dlatego mogą być dobrym wprowadzeniem do klasycznych baśni. Nie zastępują jednak pełnych tekstów Andersena czy braci Grimm, po które warto sięgnąć później.
Czy Ukochane baśnie są dobrym pomysłem na prezent?
Tak, również ze względu na efektowne wydanie: duży format, płócienny grzbiet, złote uszlachetnienia, dekoracyjną wyklejkę oraz niezwykłe połączenie fotografii z ilustracją. To książka, która może zainteresować zarówno dziecko, jak i dorosłego oglądającego ją razem z nim.










