Mam ciarki! Tak dobrej, aktualnej oraz przemawiającej do wyobraźni książki dawno nie czytałam! Złodzieje światła Heleny Duggan należą do tego rodzaju powieści, po której człowiek ciągle zastanawia się jak wiele ważnych zagadnień zostało w niej poruszonych.
To historia dla czytelników od 9. roku życia, ale znajdujące się w niej wątki są na tyle uniwersalne, że dobrze będzie się przy niej bawił nawet dorosły odbiorca. Komu ufamy, kiedy świat ogarnia kryzys? Dlaczego tak łatwo wierzymy tym, którzy obiecują nas uratować? I co dzieje się wtedy, gdy technologia, komfort oraz demagogiczne hasła o naprawianiu świata zaczynają zastępować zdrowy rozsądek oraz zwykłą czujność?
Z przyjemnością daję znać, że objęłam tę pozycję swoim bajkochłonkowym patronatem medialnym.
➜ Tytuł: Złodzieje światła
➜ Autorka: Helena Duggan
➜ Tłumaczenie: Anna Kłosiewicz
➜ Wydawnictwo: Dwukropek
➜ Rok wydania: 2026
➜ Objętość: prawie jak encyklopedia!
➜ Dla kogo: dla samodzielnych w czytaniu
➜ Ocena ogólna: wybitna
O czym są Złodzieje światła?
Już na wstępie Złodziei światła wskakujemy w sam środek akcji. Ziemia przechyliła się względem swojej osi, a na Słońcu pojawiła się tajemnicza ciemna plama. Wszystko wskazuje na to, że światu grozi więc katastrofa i zostało niewiele czasu, żeby odwrócić skutki tego tragicznego, tajemniczego wypadku. Na przysłowiowej scenie społecznej pojawia się jednak miliarder i technologiczny geniusz Howard Hansom, który ogłasza, że ma plan ocalenia planety.
Gdy siostra głównego bohatera, Griana, nagle znika, chłopiec rusza jej śladem wraz z dwójką przyjaciół, Jeffreyem i Shelli. Trop prowadzi ich do nowoczesnego miasta stworzonego przez Hansoma, ale bardzo szybko okazuje się, że pod hasłami ratowania świata kryje się coś znacznie mroczniejszego. To tak w ekstremalnym skrócie, bo wątków w Złodziejach światła jest znacznie więcej!


Nie warto wierzyć we wszystko, co się widzi
Najciekawsze w tej książce jest to, że nie opiera się ona przede wszystkim na przygodowej, widowiskowej akcji. Owszem, w książce znajdziemy sceny pościgów, tajemnicze przejścia, zagadnienia związane z wiernie strzeżonym sekretem, zaginioną siostrą oraz dziadkiem czy dziwnymi postaciami ukrywającymi się pod pelerynami. Futurystyczne miasto ma jednak do zaoferowania znacznie więcej.
Pod tym wszystkim kryje się bowiem opowieść o świecie, w którym obraz, narracja i gra pozorów potrafią być skuteczniejsze niż prawda. Howard Hansom nie rządzi przecież tylko dzięki technologii. Jego popularność jest tak znacząca przede wszystkim dzięki temu, że potrafi sprzedać ludziom opowieść o bezpieczeństwie, postępie i wspólnym celu.
To właśnie dlatego Złodzieje światła tak dobrze czyta się jako książkę o dezinformacji i o niebezpiecznej w skutkach łatwości, z jaką społeczeństwa oddają zaufanie tym, którzy najgłośniej obiecują proste rozwiązania. Sama autorka otwarcie zresztą przyznaje, że w serii (bo Złodzieje światła to dopiero pierwszy tom zapowiadanego cyklu) porusza tematy władzy, chciwości, bogactwa, dezinformacji, technologii, natury czy też wspólnoty.


Jak wygląda zło? Kiedy pozory mylą
To książka, która bardzo celnie pokazuje, że zło rzadko wysyła jakieś oczywiste sygnały ostrzegawcze. Zwykle pojawia się pod przykrywką sympatii, troski o innych i konieczności działania ,,w dobrej wierze”. Hansom nie mówi przecież otwarcie, że chce kogoś kontrolować czy wykorzystać. On twierdzi, że musi ocalić świat.
Helena Duggan choć pisze dla młodych czytelników, nie upraszcza mechanizmu manipulacji. Pokazuje, że największe zagrożenia nie zawsze wyglądają groźnie. Czasem przemawiają za pomocą pięknych, poruszających haseł, ukrywają się w nowoczesnych, imponujących rozwiązaniach czy mają twarz człowieka, który wygląda na kogoś, komu można zaufać.
Ufni dorośli i nauka samodzielnego myślenia dla dzieci
No właśnie, bo to, że łatwo dać się zwieść pozorom nie dotyczy tylko dzieci. We współczesnym świecie nawet dorośli – czy to na skutek strachu, wygody czy potrzeby oddania komuś kontroli, wolą często bezrefleksyjnie ufać innym.
Z perspektywy czytelnika Złodzieje światła są więc historią o konieczności odzyskania sprawczości. To bohaterowie-dzieci muszą zacząć zadawać pytania, łączyć fakty, ufać sobie nawzajem i wychodzić poza oficjalną wersję wydarzeń.
Pod tym względem książka przypomina najlepsze współczesne dystopie dla młodszych czytelników. Nie uczy biernego odbioru świata, tylko podejrzliwości wobec odgórnie narzuconej wersji wydarzeń. Uwrażliwia na zdroworozsądkowe podejście, że: warto sprawdzać, dopytywać, przyglądać się, a nawet kwestionować. Nie warto na pewno wierzyć we wszystko, co się widzi i słyszy – zwłaszcza, jeżeli nie mamy możliwości czegoś zweryfikować w wiarygodnych źródłach.


Technologia jako uzależnienie i narzędzie kontroli
Helena Duggan bardzo wyraźnie podkreśla też temat uzależnienia od elektroniki i ślepego zaufania technologii. W tej powieści nowoczesne rozwiązania organizują codzienność, prowadzą ludzi, podpowiadają decyzje, gromadzą dane i czynią życie wygodniejszym. Właśnie dlatego są tak niebezpieczne. Nie narzucają się, ale skutecznie od siebie uzależniają.
Nie chodzi jednak o to, żeby demonizować technologię. Problemem jest nasze przyzwyczajenie do tego, że technologia zawsze ma rację, wie lepiej, co dla nas dobre i może podejmować za nas decyzje. Duggan pokazuje, jak łatwo ludzie zaczynają mylić komfort z bezpieczeństwem, a innowację z prawdą. I właśnie dlatego Złodzieje światła są tak aktualne w wymowie. To nie jest opowieść o odległej przyszłości. To książka, która bardzo dobrze wpisuje się w aktualne trendy.
Shelli jako współczesna Pocahontas
Wśród trojga głównych bohaterów, warta wspomnienia jest szczególnie Shelli, którą można uznać za przeciwwagę dla całej opowieści. Znaczące są jej bliskość ze zwierzętami, nieufność wobec nowoczesnej technologii oraz silny związek z naturą. Wprowadza świeżość, oferuje inny punkt widzenia, ale też jest w niej coś ponadczasowego. Być może dlatego – dla mnie – jest kimś w rodzaju współczesnej Pocahontas: dziewczyny, która rozumie więcej, jest bardziej uważna oraz skupiona i ma dar porozumiewania się z przyrodą.
To zresztą bardzo ciekawy kontrapunkt dla całej książki. W świecie zafascynowanym ekranami, systemami i obietnicami wielkich technologicznych rozwiązań Shella wnosi intuicję oraz jakiś element metafizyczny. Jest bohaterką przypominającą, że nie wszystko da się zmierzyć, skatalogować i przeliczyć. Czasem właśnie to, co najbardziej analogowe, okazuje się najlepszą ochroną przed manipulacją.


Czy warto sięgnąć po Złodziei światła?
Złodzieje światła to jedna z tych książek dla dzieci i młodzieży, które trafią do współczesnego odbiorcy skuteczniej, niż niejedna powieść dla dorosłych. Helena Duggan bierze na warsztat dezinformację, techno-utopie, uzależnienie od elektroniki, utratę prywatności i ślepe podążanie za fałszywymi wybawcami, ale nie zamienia tego w toporny manifest. Zamiast tego pisze fascynującą, przygodową historię z tajemnicą, napięciem oraz bohaterami, którym aż chce się kibicować.
Co po niej zostaje w głowach czytelników? Świadomość, że nie wszystko, co świeci, jest wszystkim, na co powinno się patrzeć. Czasem właśnie to najjaśniej reklamowane rozwiązanie okazuje się dopiero początkiem bardzo mrocznej tajemnicy. I może dlatego Złodzieje światła czyta się nie tylko jako świetny thriller dla młodszych czytelników, ale też jako bardzo współczesną opowieść o konieczności zachowania własnego osądu. Jestem ogromnie ciekawa kontynuacji! Sprawdzajcie dostępność tej książki na stronie wydawnictwa Dwukropek.
FAQ, czyli pytania, na które warto znać odpowiedź
O czym są Złodzieje światła Heleny Duggan?
To przygodowa powieść dla młodszych czytelników o świecie zagrożonym katastrofą po tajemniczym przechyleniu Ziemi i ciemnej plamie na Słońcu. Główny bohater, Grian, rusza tropem zaginionej siostry do miasta stworzonego przez technologicznego miliardera Howarda Hansoma, gdzie szybko okazuje się, że nic nie jest tym, czym się wydaje.
Dla jakiego wieku jest książka Złodzieje światła?
Polecam ją dzieciom powyżej 9. lat jak i nastolatkom oraz dorosłym.
Czy Złodzieje światła to książka o technologii i dezinformacji?
Tak, i to jeden z jej najmocniejszych współczesnych tematów. Sama autorka mówi o władzy, chciwości, dezinformacji, technologii, naturze i wspólnocie, a dodatkowo warto zwrócić uwagę także na wątki powiązane z dominacją wielkich korporacji, prywatnością i niebezpieczną siłą technologicznych narracji.
Czy książka porusza temat uzależnienia od elektroniki i ślepego zaufania technologii?
Tak. To historia o sile technologii, ale też o jej ciemniejszych stronach: kontroli, dominacji wielkich firm i wygodzie, która może usypiać czujność ludzi.
Czy Złodzieje światła to bardziej przygodówka czy książka z przesłaniem?
Jedno i drugie. Znajdziecie w niej intrygę, tajemnicę, szybkie tempo i cliffhangery, ale także pod warstwą przygody ukrytą opowieść o polityce, technologii, środowisku, manipulacji oraz odpowiedzialności.
Czy warto czytać Złodziei światła?
Tak, bo to książka wyjątkowo celnie dotykająca tematów bardzo współczesnych: dezinformacji, techno-utopii, władzy wielkich firm, prywatności i łatwości, z jaką ludzie ufają pozornie dobrym rozwiązaniom. Właśnie dlatego Złodzieje światła sprawdzą się nie tylko jako przygodowa seria dla dzieci, ale też jako mocna opowieść o świecie, w którym obecnie żyjemy.









