➜ Tytuł: Spleen
➜ Scenariusz: Marta Szulc
➜ Rysunki: Marta Szulc
➜ Wydawnictwo: Mandioca
➜ Rok wydania: 2025
➜ Objętość: chudzina
➜ Dla kogo: dla samodzielnych w czytaniu
➜ Ocena ogólna: bardzo przyjemna
W zalewie literatury graficznej młodych autorów, Spleen debiutującej Marty Szulc wyróżnia się niepokojącą konsekwencją formalną oraz tematycznym wyczuciem tego, co dziś dość trudne do opowiedzenia: własnej niemocy. Ten czarno-biały, surowy w kresce komiks autobiograficzny to nie tylko intymny autoportret psychiczny, ale też rodzaj emocjonalnej topografii – mapy wewnętrznego rozkładu.
Co oznacza tytuł?
Nieprzypadkowo Szulc sięga po słowo „spleen” – termin o głęboko zakorzenionej tradycji literackiej i medycznej. W kulturze anglosaskiej oraz francuskiej spleen symbolizuje nie tyle zwykłą chandrę, co egzystencjalną inercję – stan zawieszenia, melancholii, a nawet gniewu narodzonego z bezsilności. Artystka przekłada ten nastrojowy konstrukt na język wizualny z imponującą samoświadomością.
W tym powyższym kontekście, mamy więc do czynienia z bardzo dosłowną okładką, która dopiero w sytuacji rozumienia tego terminu, staje się czytelna. Po dokładniejszym jej się przyjrzeniu, można odkryć także oznaczone żółtym, bardzo subtelnym fontem łacińskie wyrażenia związane z anatomią.


Biało-czarny debiut komiksowy Marty Szulc
Dominującym motywem w Spleenie jest powracający – niczym refren – obraz blatu stołu przykrego obrusem w kratę (mam wrażenie, że czerwoną, chociaż komiks jest pozbawiony koloru). To właśnie przy tym stole oraz przy filiżance kawy artystka się otwiera. Czy to nawiązanie do Jarmuscha? Być może. Jest kawa, ale nie ma papierosów. Jest dużo cukru, chociaż to gorzka historia.
Szulc także z formalnego punktu widzenia świadomie ogranicza paletę kolorystyczną. Ciekawym wyborem jest tu ta czerń i biel, a jeszcze ciekawszym – dobór konkretnych kadrów do narysowania. Można byłoby się bowiem zastanawiać, po co ktoś rysuje rafę koralową, jeżeli nie chce pokazać jej kolorów.
Okazuje się, że pozbawiona barw rafa koralowa może jeszcze mocniej oddziaływać na odbiorcę, niż jej standardowa wersja. To wizualna metafora psychicznego wybielenia, blaknięcia emocji, które nie mieszczą się w żadnym znanym modelu ekspresji.
Komiks jako katharsis? O sztuce wyznania i refleksji
W Spleenie odnajdujemy subtelne odwołanie do arystotelesowskiego katharsis – procesu oczyszczenia, który dokonuje się przez sztukę. Komiks nie epatuje dramatem, lecz prowokuje u czytelnika litość i trwogę, dając wgląd w mechanizmy emocjonalnej destrukcji i potrzeby redefinicji siebie. To forma współczesnej autoterapii – sztuki wyznania, ale bez patosu. Raczej z szorstką szczerością i nutą autoironii.
Autorka nie dochodzi do rewolucyjnych wniosków, a raczej stawia tezę, która może być zarówno niepokojąca jak i kojąca. Składamy się na sprzeczności, ale zmierzanie do ostatecznej samodestrukcji, może być równie dobrze sposobem na powolny reset – i jednocześnie na powrót do normalności.


Zwierciadło statystycznego człowieka XXI wieku
Spleen Marty Szulc to udany debiut, z pewnością wyróżniający się wśród innych – osobisty i niezwykle aktualny. W erze przebodźcowania, wypalenia i rozmycia granic między tym, co osobiste, a tym, co publiczne, komiks może być zwierciadłem statystycznego człowieka XXI wieku.
W Spleen rysowanie fizycznego bólu, może dać ulgę rzeczywistemu ciału. To pozycja, która pokazuje, jak sztuka może stać się intrygującym narzędziem autoterapii. Polecam dojrzałym czytelnikom.
Strona wydawnictwa: https://mandioca.pl/pl/p/SPLEEN/967









