Mattéo – recenzja imponującej opowieści graficznej

Tytuł: Mattéo
Scenariusz: Jean-Pierre Gibrat
Rysunki: Jean-Pierre Gibrat
Tłumaczenie: Wojciech Birek
Wydawnictwo: Timof Comics
Rok wydania: 2025

Objętość: prawie jak encyklopedia!
Dla kogo: dla samodzielnych w czytaniu
Ocena ogólna: wybitna

Podobno poglądy polityczne zmieniają się wśród bliskich co pokolenie. Utwór wojenny w formie powieści graficznej Jean-Pierre Gibrata wydaje się to potwierdzać.

Opowieść wojenna w formie graficznej

Komiks Mattéo należy do tego rodzaju lektury, która pozostawia w czytelniku wyczuwalny ślad. To poważnych rozmiarów historia składająca się na sześć rozdziałów, nazywanych epokami; uporządkowanych zgodnie z chronologią wydarzeń od 1914 do 1940 roku.

Ma ona swój początek w Collioure – malowniczej francuskiej miejscowości u stóp Pirenejów. Tytułowy bohater Mattéo Cortes, jest synem hiszpańskiego anarchisty i uchodźcy. Chociaż jego historia jest fikcyjna, to autor z wielką dbałością osadził ją na tle autentycznych wydarzeń historycznych: I wojny światowej, rewolucji październikowej w Rosji, wojny domowej w Hiszpanii oraz II wojny światowej.

Historia niepokojąco realistyczna

Jean-Pierre Gibrat okazuje się być mistrzem fabularnego hiperrealizmu. Cały czas miałam wrażenie, że jest to autentyczna historia, opowiedziana i narysowana przez głównego bohatera. 

Artysta oddaje bowiem tło wydarzeń z niesłychaną dokładnością oraz precyzją – od mundurów, przez ulotki polityczne, nagłówki gazet, po codzienne realia wojennego życia. Choć Mattéo nigdy nie istniał naprawdę, jego perypetie są wiernym odbiciem losów tysięcy ludzi, którzy stanęli w obliczu dramatów wojny.

Do wielokrotnej lektury

W przeciwieństwie do wielu istniejących komiksów wojennych, Mattéo nie jest krwawą relacją z frontu, lecz opowieścią o tym, jak konflikty (czy te małe czy na skalę krajową) odbijają na człowieku swoje piętno.

Jego narracja rozwija się niespiesznie. Zamiast dynamicznej akcji otrzymujemy intymną historię o dojrzewaniu, trudnych wyborach moralnych i sprzeczności między ideałami a rzeczywistością. To komiks wymagający uwagi oraz wrażliwości. Nie sposób przeczytać go tylko raz, żeby docenić to ponad 400-stronicowe dzieło.

O człowieku, który uciekał

Choć w tytule mamy imię jednego bohatera, to Mattéo jest składową wielu postaci, które go otaczały. W fabule pojawia się Pauline, niewidomy przyjaciel, który nie popierał wyborów mężczyzny, ale zawsze reagował żywiołową szczęśliwością, kiedy go spotykał.

Jest także matka Mattéo, żyjąca tylko dla krótkich momentów powrotów syna – co zresztą tylko wydają się potwierdzać ostatnie rozkładówki komiksu.

Historia ma również swoją przewodnią historię miłosną, bo wątków tego rodzaju jest w niej znacznie więcej – na przykład platoniczna relacja, którą utrzymywał przez większość swojego życia. Mattéo właściwie wyrusza na wojnę, żeby zaimponować kobiecie. Można odnieść wrażenie, że miłość beznadziejna przywarła do niego z potrzeby wypełnienia pustki.

Mattéo był człowiekiem, który uciekał. Towarzyszą mu zawiłe relacje, poszukiwanie korzeni, powolne odkrywanie w sobie ojca. W tej galerii emocji, postaci oraz postaw, każdy po trochę odnajdzie samego siebie.

Strona wizualna komiksu

Styl Gibrata jest z kolei prawdziwą wizualną ucztą. Twórca posługując się akwarelą i gwaszem, wypełnia kadry impresjonistycznymi obrazami. 

Imponujące jest również samo wydanie Mattéa. Duży format z należytą starannością eksponuje wymuskane, dopracowane do perfekcji wizerunki bohaterów. Nie zdziwiłabym się, gdyby autor przerysowywał na karty komiksu osoby, które dobrze zna, nadając im nowe role w swojej historii.

Dla kogo jest komiks Mattéo?

To pozycja idealna dla dojrzałych miłośników historii, entuzjastów doceniających wielowarstwowe, głębokie powieści, a także czytelników poszukających w komiksie doskonałości i doniosłości. 

Choć zawiera on przedziwne zakończenie – przy całej złożoności fabuły oraz misternego budowana wątków, całość ucina się, jakby za rogiem miało czekać dalsze zakończenie. Jak jednak postawić ostatnią kreskę i kropkę w historii, która trwa w kolejnych pokoleniach, wojnach oraz ludziach poszukujących bliskości i zrozumienia?

Link do strony wydawnictwa: https://timof.pl/katalog/Mattéo/pokaz.html



Poprzedni wpis
Adija – córka dwóch światów – recenzja książki dla dzieci
Następny wpis
Wróżka Zuzia i przygoda w szpitalu – recenzja patronatu
Tags: +100, +18, 2025, historia w komiksie, Jean-Pierre Gibrat, komiks dla dorosłych, komiks europejski, komiks francuski, komiks historyczny, komiks na prezent, komiks o I wojnie światowej, komiks o rewolucji rosyjskiej, komiks o wojnie, komiksy o dojrzewaniu, Mattéo, Mattéo polskie wydanie, Matteo recenzja, powieść graficzna, realistyczny komiks, recenzja komiksu, sztuka w komiksie, Timof, Timof comics, Timof i cisi wspólnicy, Wojciech Birek, wojna, Wydawnictwo Timof, Wydawnictwo Timof Comics

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Wypełnij to pole
Wypełnij to pole
Proszę wpisać prawidłowy adres e-mail.

Moja autorska książka

Pisz recenzje z Bajkochłonką!

Moja autorska książka

Pisz recenzje z Bajkochłonką!

O BAJKOCHŁONCE

Julita Pasikowska-Klica

Moja miłość do książek zrodziła się zanim jeszcze nauczyłam się czytać. Zapach świeżego druku
i szeleszczące kartki pełne przygód były dla mnie tajemnicą, którą chciałam jak najszybciej odkryć.

Na co dzień sięgam po różne tytuły, ale to właśnie bajki mają w mojej biblioteczce miejsce szczególne.

Możesz dowiedzieć się więcej klikając w zakładkę o mnie!

Moja autorska książka

Pisz recenzje z Bajkochłonką!

Losowa recenzja