Tak jak nie sposób pomyśleć o Śląsku pomijając podziemne, kopalniane korytarze – tak nie da się opowiadać o Katowicach – nie wspominając o małych, czarnych jak noc straszkach. Dawniej przestrzegano przed nimi dzieci, dziś dzieci kochają je miłością wielką i odwzajemnioną. Beboki, bo o nich oczywiście mowa, spotkacie w formie licznych rzeźb rozsianych po Katowicach, na deskach teatru, a nawet… w książkach dla dzieci!
Beboki. Opowieść grudniowa to absolutnie wyjątkowa książka Grzegorza Chudego, ojca śląskich beboków, którą miałam wielką przyjemność objąć bajkochłonkowym patronatem medialnym. Jest w niej wszystko, co najpiękniejsze w grudniowym oczekiwaniu na święta, ale także coś, czego nie znajdziecie w typowych bożonarodzeniowych opowieściach. Śląska kultura, lokalne legendy i zwyczaje tworzą tutaj niezwykłą mozaikę, w której tradycja spotyka się z fantazją, a dobrze znane nam miejsca nabierają zupełnie nowych, wzruszających znaczeń.
➜ Tytuł: Beboki. Opowieść grudniowa
➜ Autor: Grzegorz Chudy
➜ Ilustracje: Grzegorz Chudy
➜ Wydawnictwo: CADRO – Grzegorz Chudy
➜ Rok wydania: 2026
➜ Objętość: więcej niż sto
➜ Dla kogo: dla tych co sami jeszcze nie czytają, ale dużo już rozumieją , dla samodzielnych w czytaniu
➜ Ocena ogólna: wybitna
Beboki i ich pierwsze święta Bożego Narodzenia
Grzegorz Chudy to artysta, akwarelista i popularyzator śląskiej kultury, którego twórczość na stałe wpisała się we współczesny obraz Katowic. To on wymyślił urocze wizerunki beboków i zapoczątkował ich obecność w przestrzeni miasta. O jego twórczości miałam już przyjemność opowiadać na Bajkochłonce przy okazji książki Bebok w wielkim mieście, a także podczas naszego spotkania w ramach Strefy Rozmów. Tym razem jednak artysta zaprasza czytelników do świata, w którym obrazom towarzyszy rozbudowana, literacka opowieść.
Jej głównymi bohaterami są Jorguś oraz jego siostra Gretka, dwa niewielkie beboki, dla których nadchodzące Boże Narodzenie będzie pierwszym w życiu. A kiedy piszę „niewielkie”, mam na myśli naprawdę małe wzrostem stworzenia! Każdy mały bebok bez większego problemu mieści się w pudełku po butach, łatwo więc wyobrazić sobie, jak ogromny i pełen zagadek musi wydawać się im otaczający świat.


Pierwszego grudniowego poranka rodzeństwo odkrywa 24 torebki wypełnione słodkościami. Małe łakomczuchy szybko dochodzą do wniosku, że najrozsądniej będzie podzielić je między siebie po równo. Ich entuzjazm studzi jednak mama, która pozwala otworzyć wyłącznie pierwszą torebkę, wspominając przy okazji o czymś, o czym Jorguś i Gretka nigdy wcześniej nie słyszeli – o adwencie.
Tak rozpoczyna się niezwykły miesiąc, podczas którego rodzeństwo będzie odkrywać znaczenie świątecznych tradycji, poznawać nowych przyjaciół i uczestniczyć w najróżniejszych, nierzadko bardzo zabawnych przygodach.
Książka została podzielona na 24 rozdziały, odpowiadające kolejnym dniom grudnia aż do Wigilii Bożego Narodzenia. Poszczególnych historii nie spaja jedna, wyraźna linia fabularna, co w mojej ocenie stanowi jej ogromną zaletę. Dzięki temu każdy rozdział można potraktować jak osobną niespodziankę z kalendarza adwentowego, dawkowaną sobie podczas wieczornego, rodzinnego czytania.
Przez ścianę Michalinowego mieszkania przebiegały kominy z piekarni, dzięki czemu miało ono jakiś absolutnie wyjątkowy rodzaj ciepła. No i ten zapach: świeże ciasto drożdżowe, wszystkie przyprawy, chleb – istny raj dla łasuchów. A zorientowaliście się już z pewnością, że łasuchowanie, a raczej „maszkecynie”, to niemal sport narodowy beboków.
Grzegorz Chudy, Beboki. Opowieść grudniowa,10 grudnia, str. 39
Nikiszowiec, Skarbnik i śląskie legendy
Miejscem akcji jest przede wszystkim Nikiszowiec, jedno z najbardziej charakterystycznych i najmocniej związanych z górniczą historią osiedli Katowic. To tutaj znajdują się słynne familoki – ceglane budynki mieszkalne z charakterystycznymi czerwonymi obramowaniami okien. Powstałe na początku XX wieku osiedle robotnicze dziś stanowi również ważny punkt na turystycznej i kulturalnej mapie Śląska. Dawne zabudowania sąsiadują z uroczymi kawiarniami, modnymi restauracjami oraz galeriami sztuki, a w grudniu cała okolica zyskuje jeszcze bardziej baśniowy charakter.
Grzegorz Chudy znakomicie wykorzystuje potencjał tego miejsca, czyniąc z Nikiszowca niemal osobnego bohatera opowieści. To tutaj rozbrzmiewa muzyka górniczej orkiestry dętej, odbywa się słynny jarmark bożonarodzeniowy, a historyczne budynki skrywają znacznie więcej tajemnic, niż mogłoby się na pierwszy rzut oka wydawać.
Czytelnicy mają okazję podziwiać charakterystyczną architekturę, odwiedzić kopalnię, a nawet przyjrzeć się hokejowym rozgrywkom. Wiedzieliście, że Śląsk słynie również z hokeja? Wraz z bebokami odwiedzamy także Janów, Wilhelminę czy Giszowiec, odkrywając miejsca, których historie przeplatają się z miejscowymi podaniami.


Nie zabraknie więc Skarbnika, legendarnego ducha kopalni, ani innych regionalnych straszków. Pojawia się także heksa Truda, czyli czarownica, która mieszka w jednej ze śląskich wież ciśnień. Swoją drogą, mamy w regionie całkiem sporo takich budowli, dlatego z powodzeniem można zgadywać, w której z nich urządziła sobie mieszkanie!
Autor Beboki. Opowieść grudniowa nieustannie udowadnia zresztą, że wyobraźnia nie zna ograniczeń, a połączenie regionalnych osobliwości z bożonarodzeniową tradycją może prowadzić do zachwycających pomysłów. Bo kto powiedział, że świąteczne sanie muszą być ciągnięte przez renifery? Skoro znajdujemy się na Śląsku, równie dobrze mogą zastąpić je… giszowieckie jelenie! Co za wspaniały koncept! Co za wyobraźnia! Zarówno dzieci, jak i dorośli będą doskonale bawić się podczas odkrywania kolejnych absurdów, które w świecie beboków wydają się przecież zupełnie naturalne.
Kto przynosi prezenty na Śląsku? Mikołaj czy Dzieciątko?
Jednym z najciekawszych wątków książki jest sposób, w jaki Grzegorz Chudy przedstawia śląskie tradycje związane z obdarowywaniem dzieci prezentami. Bo czy wiecie, że na Górnym Śląsku to nie Święty Mikołaj tradycyjnie zostawia upominki pod choinką? W śląskich domach od pokoleń robi to Dzieciątko, podczas gdy Mikołaj pojawia się wcześniej, 6 grudnia, i w dodatku nie zawsze przychodzi sam.
Dawny zwyczaj odwiedzin Świętego Mikołaja wiązał się bowiem z obecnością jego osobliwych towarzyszy – Aniołka oraz Diabła. Pierwszy reprezentował dobro, drugi przypominał o wszystkich dziecięcych przewinieniach, a sam Mikołaj rozstrzygał, kto zasłużył na słodki podarunek. Niegrzecznym dzieciom groziło otrzymanie hasi (czyli śmieci lub popiołu z pieca) albo ziemniaczanych obierek, choć Aniołek mógł jeszcze próbować wstawić się za małymi urwisami.
Szczególnie urzekło mnie jednak to, jak pomysłowo udało mu się pogodzić śląskie zwyczaje z bardziej rozpowszechnionym współcześnie wyobrażeniem Świętego Mikołaja. Nie chcę zdradzać szczegółów, ale myślę, że zaproponowane przez autora rozwiązanie może niejednemu rodzicowi uratować skórę, a właściwie… portfel!
W Bebokach. Opowieści grudniowej pojawia się również subtelny wątek religijny, choć autor nie sprowadza Bożego Narodzenia wyłącznie do jego chrześcijańskiego znaczenia. Historia Jezusa, Maryi i Józefa zostaje wpisana w szerszą opowieść o tradycjach przekazywanych z pokolenia na pokolenie. To przede wszystkim baśń o świętach, rodzinie i wspólnocie, w której obok odświętnych zwyczajów jest mnóstwo miejsca na zabawę, codzienne troski oraz zwyczajną ludzką (beboczką) życzliwość.
– O niy!!! Zobejrzoł mnie! Mnie sam niy ma, jo niy istnieja! Niy ma beboków! Tak ci sie ino zdowo, iże jo je prowdziwy… – jęczał mocno przestraszony.
Grzegorz Chudy, Beboki. Opowieść grudniowa, 14 grudnia, str. 59
Najważniejsza świąteczna tradycja? Bycie razem!
W grudniowych przygodach Jorgusia i Gretki urzeka mnie przede wszystkim atmosfera nieskrępowanej radości. Znajdziecie w tej historii mnóstwo entuzjazmu, ekscytacji i dziecięcego zachwytu, który pozwala nawet w najbardziej prozaicznych sytuacjach dostrzec coś niezwykłego. Co ważne, Chudy nie wprowadza wyraźnego podziału na świat dzieci i dorosłych. Wszystkie pokolenia beboków wspólnie przeżywają grudniowe dni, lepią bałwana, grają w hokeja, przygotowują świąteczne potrawy czy uczestniczą w najróżniejszych przedsięwzięciach.
Autor wykorzystuje te pozornie zwyczajne sytuacje również jako pretekst do refleksji. Wspólne pieczenie pierników, pisanie własnoręcznych życzeń czy przedświąteczne porządki nabierają tutaj głębszego znaczenia. Podobnie jak spostrzeżenia beboków dotyczące ludzkiego przywiązania do telefonów i nieumiejętności dostrzegania tego, co znajduje się tuż obok. Z perspektywy niewielkich stworzeń, dla których każdy dzień przynosi nowe odkrycia, nasza codzienność może rzeczywiście wydawać się czymś zupełnie niezrozumiałym.
Jest w tej książce również miejsce na gniew, choć doprawiony odpowiednią szczyptą humoru. Beboki bywają przecież rozkoszne, ale tylko dopóki ktoś nie wyprowadzi ich z równowagi. A na ich niezadowolenie szczególnie zasługują ci, którzy źle traktują zwierzęta. To jeden z wielu przykładów pokazujących, jak zręcznie Chudy przemyca w lekkiej, pełnej fantazji narracji kwestie, nad którymi warto zatrzymać się na dłużej. Dzięki temu obok salw śmiechu nie raz, nie dwa może zakręcić się Wam w oku łezka wzruszenia.



Śląska godka i akwarelowy świat Grzegorza Chudego
Na osobną uwagę zasługuje język, którym posłużył się Grzegorz Chudy. To przepiękne połączenie literackiej, momentami niemal poetyckiej polszczyzny z dźwięczną, charakterną śląszczyzną. Narrator opowiada historię po polsku, ale sami bohaterowie godają po naszymu, dzięki czemu opowieść nabiera lokalnego kolorytu, nie tracąc przy tym swojej przystępności.
Nawet jeśli nie rozumiecie śląskiej godki ani w ząb, znaczenia większości rozmów z łatwością domyślicie się z kontekstu. Bardzo cenię takie rozwiązanie, ponieważ pozwala ono zachować autentyczność przedstawianego świata bez sztucznego upraszczania czy tłumaczenia wszystkiego na język ogólnopolski. Tak właśnie widzę moje ukochane Katowice – jako miejsce, w którym różne języki, tradycje i doświadczenia nieustannie się przenikają.
Trudno byłoby jednak opowiadać o Bebokach. Opowieści grudniowej, nie zatrzymując się przy jej warstwie wizualnej. Czy trzeba w ogóle wspominać, że książka jest zachwycająco zilustrowana? Grzegorz Chudy po raz kolejny sięgnął po akwarele, którymi potrafi wydobyć z dobrze znanych miejsc ich niemal baśniowe oblicze.
Każdemu rozdziałowi towarzyszą ilustracje, a niektóre z obrazów zajmują całe rozkładówki, pozwalając czytelnikom zanurzyć się w architekturze Śląska i jego zimowym krajobrazie. A gdy podczas wspólnego pieczenia pierników nasze beboczki pokryją się mąką, zaczynają nieco przypominać… Muminki! Przypadek? Nie sądzę! Zarówno bohaterowie Tove Jansson, jak i stworzenia Grzegorza Chudego mają w sobie ten szczególny rodzaj uroku, który sprawia, że chciałoby się zamieszkać w ich świecie choćby na kilka dni.
Beboki. Opowieść grudniowa – książka, która uczy zachwytu nad tym, co bliskie
Myślę, że dzieciom trzeba czytać takie książki. Nie tylko po to, żeby zaznajamiać je z lokalną kulturą, historią czy regionalnym językiem, ale przede wszystkim dlatego, żeby uczyły się dostrzegać niezwykłość w tym, co mają na wyciągnięcie ręki. Można przecież mieszkać na Śląsku od wielu lat, a nawet od urodzenia, i nie zdawać sobie sprawy z bogactwa otaczającego nas dziedzictwa. Codziennie mijać zabytkowe budynki, przechodzić obok miejsc związanych z ważnymi wydarzeniami czy słuchać opowieści starszych mieszkańców, nie zastanawiając się nad tym, jak wiele historii kryje się za pozornie zwyczajnymi elementami krajobrazu.
Właśnie dlatego Beboki. Opowieść grudniowa nie jest w mojej ocenie książką przeznaczoną wyłącznie dla Ślązaków. Przeciwnie, sądzę, że może zachwycić również czytelników z innych części Polski, dla których będzie pierwszym spotkaniem z regionalnymi tradycjami i legendami tego regionu. Kto wie, może po jej przeczytaniu niektóre rodziny zdecydują się odwiedzić Katowice i wyruszyć na poszukiwanie beboczych rzeźb?
Wigilia to dla wszystkich dzieci dzień niezwykle trudny. To wtedy każdy otrzymuje solidną lekcję czekania.
Grzegorz Chudy, Beboki. Opowieść grudniowa, 24 grudnia, str. 97
Dawniej o węglu mówiło się, że jest czarnym złotem Śląska. Coraz częściej myślę jednak, że prawdziwe bogactwo naszego regionu znajduje się przede wszystkim w jego kulturze – w języku, architekturze, historii i opowieściach, które przetrwały pokolenia.
Grzegorz Chudy stworzył piękną, uniwersalną i ponadczasową książkę adwentową, która wyrasta ze śląskich tradycji. Jednocześnie autor udowodnił, że wciąż jest miejsce na nowe historie, bohaterów oraz zupełnie nieoczekiwane pomysły.
Chciałabym, żeby mój syn dorastał w przekonaniu, że familoki to nie tylko zabytkowe budynki, śląska godka nie należy wyłącznie do starszych pokoleń, a lokalne legendy wcale nie muszą odchodzić w zapomnienie. A także, żeby podczas spacerów po Nikiszowcu, oprócz podziwiania architektury, pamiętał też o zaglądaniu w ciemniejsze zakamarki. W końcu nigdy nie wiadomo, gdzie akurat schował się jakiś bebok. 😉
Bardzo polecam tę książkę dzieciom powyżej 4 lat. Sprawdzajcie jej dostępność na stronie Grzegorza Chudego.


FAQ – Beboki. Opowieść grudniowa
O czym jest książka Beboki. Opowieść grudniowa?
To świąteczna opowieść Grzegorza Chudego o dwóch małych bebokach, Jorgusiu i Gretce, które po raz pierwszy poznają tradycje Bożego Narodzenia. Książka łączy śląskie zwyczaje, lokalne legendy, humor i rodzinne przygody.
Kto przynosi prezenty na Śląsku – Mikołaj czy Dzieciątko?
Zgodnie z górnośląską tradycją prezenty pod choinkę przynosi Dzieciątko, natomiast Święty Mikołaj odwiedza dzieci 6 grudnia. Dawniej często towarzyszyli mu Aniołek i Diabeł, który niegrzecznym dzieciom mógł przynieść popiół lub ziemniaczane obierki.
Kim są śląskie beboki?
Beboki to stworzenia ze śląskiego folkloru, którymi dawniej straszono nieposłuszne dzieci. Za sprawą artysty Grzegorza Chudego zyskały współcześnie sympatyczny wygląd i stały się jednymi z najbardziej rozpoznawalnych symboli Katowic.
Czy Beboki. Opowieść grudniowa to książka adwentowa?
Tak. Książka składa się z 24 rozdziałów, odpowiadających kolejnym dniom grudnia aż do Wigilii. Można czytać ją jak literacki kalendarz adwentowy, poznając codziennie jedną świąteczną przygodę.
Gdzie rozgrywa się akcja książki Beboki. Opowieść grudniowa?
Głównym miejscem akcji jest katowicki Nikiszowiec, historyczne osiedle górnicze słynące z czerwonych familoków. Bohaterowie odwiedzają również Janów, Giszowiec czy Wilhelminę, poznając śląskie tradycje oraz miejscowe legendy.
Czy trzeba znać język śląski, żeby zrozumieć książkę?
Nie. Narracja prowadzona jest po polsku, natomiast beboki rozmawiają po śląsku. Znaczenia większości wypowiedzi można domyślić się z kontekstu, dlatego książka jest przystępna również dla czytelników spoza Śląska.
Kto napisał i zilustrował książkę Beboki. Opowieść grudniowa?
Autorem tekstu i ilustracji jest Grzegorz Chudy, katowicki artysta, akwarelista i twórca współczesnego wizerunku śląskich beboków. Książkę zdobią jego charakterystyczne, piękne akwarele przedstawiające zimowy Śląsk.
Czy Beboki. Opowieść grudniowa to książka tylko dla dzieci ze Śląska?
Nie. Choć historia jest mocno zakorzeniona w śląskiej kulturze, może zainteresować dzieci z całej Polski. To okazja do poznania regionalnych zwyczajów, lokalnego języka i legend, a jednocześnie ciepła opowieść o rodzinie, przyjaźni i wspólnym oczekiwaniu na święta.










